X
fotorelacje, Nowa Zelandia

Trzęsienie ziemi na Nowej Zelandii

21 czerwca 2015 11

Podróże, ach te podróże… dla wielu synonim wolności i jeden ze sposobów na redukcję wydzielania kortyzolu – hormonu stresu. Czy jednak podróżowanie zawsze wiąże się z beztroską i wypoczynkiem? Skądże znowu. Niejednokrotnie może nas przyprawić o zawrót głowy lub gęsią skórkę. Jak do tej pory najbardziej traumatycznym doświadczeniem przeżytym przez nas wspólnie było trzęsienie ziemi w Christchurch, stolicy Wyspy Południowej. Tak dotkliwe przeżycie utwierdziło nas w przekonaniu prowadzenia tego bloga.

Kartka-z-Podrozy-Trzesienie-Ziemi-w-Christchurch-008

Baniaczek napoju, wszystko co potrzebne do przeżycia w plecak i ewakuacja w bezpieczne miejsce.

Zaczęło się dość niewinnie. W odległej przeszłości podczas pobytu w spokojnym miasteczku na południu Nowej Zelandii pośrodku nocy zaskoczyło nas dość opłakane w skutkach trzęsienie ziemi. Całe miasto było praktycznie sparaliżowane i jedyną formą kontaktu z rodziną i znajomymi było właśnie publikowanie informacji o stanie naszego zdrowia i miasta na blogu. Dlatego jedne z pierwszych wpisów na blogu dotyczą naszych przeżyć w trakcie i po kataklizmie.

Galeria zdjęć

Trzęsienie ziemi w Christchurch w liczbach

Data:22 lutego 2011, 12:51 NZDT
Epicentrum:Lyttelton, Centerbury
Siła:6,3
Głębokość:5 km
Przyspieszenie ziemi:
– Centrum Christchurch1,88 g
– Epicentrum 2,2 g

Mapa centrum Christchurch

Centrum miasta ucierpiało najbardziej podczas trzęsienia ziemi. Główną przyczyną była stara zabudowa z cegły, która nie spełniała najnowszych standardów bezpieczeństwa. Tuż po trzęsieniu ziemi całe centrum miasta zostało odizolowane i otoczone kordonem policyjnym. Pod gruzami nadal znajdowało się wiele ofiar. Nie chciano również, żeby po okolicy kręcili się złodzieje i włamywacze.

Nie minął tydzień, kiedy teren miasta został wstępnie oczyszczony ze zniszczeń, a nasze mieszkanie zostało sprawdzone. Na szczęście, oprócz kilku pęknięć na ścianach, stłuczonego telewizora i potłuczonej kuchenki mikrofalowej, budynek był w dobrym stanie i mogliśmy się z powrotem wprowadzić. Każdego dnia musieliśmy przejść przez kontrolę policyjną lub wojskową, żeby dostać się lub wydostać z centrum miasta.

Cały teren był opustoszały i jedynym towarzyszami na zrównanym z ziemią terenie były wygłodniałe koty, których właściciele musieli opuścić miasto w poszukiwaniu schronienia. Raz nie zdążyliśmy wrócić przed 18:00 i wtedy policyjny radiowóz eskortował nas aż pod same drzwi. Nie można w strefie otoczonej zieloną linią poruszać się samemu po godzinie 18:00.

Kordon policyjny w Christchurch po trzęsieniu ziemi

Relacja z trzęsienia ziemi w Canterbury w 2011

Przeczytaj też...

0

Jest 11 komentarzy

  • Trzęsienie ziemi to nic fajnego choć krajobraz po fascynuje. Podobnie jak cały ten ruch tektoniczny. Tak, chciałabym zostać sejsmologiem 🙂 Czasem sama się pcham w pałace w ruinie. Adrenalina potrzebna. Ale najbardziej utkwiło mi w pamięci, jak skręciłam nogę w jednym z opuszczonych fortów w ruinie i trudno było się wydostać, bo oczywiście sama tam poszłam 😛

  • obserwatore napisał(a):

    Spore zniszczenia. Ja kilka razy przeżyłam niewielkie trzęsienia ziemi koło Neapolu. Choć to były mikro-ruchy i czułam się totalnie skołowana, błędnik szaleje, nie wiadomo co się dzieje bo wszystkie punkty odniesienia nagle stają się ruchome. Masakra!

    • Faktycznie trzęsienie ziemi to coś, co całkowicie rozprasza, paraliżuje zmysły. Mieszkając w Christchurch mieliśmy po kilka wstrząsów dziennie. Co ciekawe najczęściej się pojawiały w nocy po 2 i nad ranem.

      Po pewnym czasie już się przyzwyczaiłem, że pośrodku nocy budzi mnie trzęsąca się ziemia, skrzypiące meble i ten niski pomruk dochodzący zewsząd. Kiedy się człowiek wprawi, to nawet jest w stanie usłyszeć wstrząsy jeszcze przed ruchem ziemi.

      Ludzie, którzy tam mieszkają muszą zachować zimna krew i pewien dystans, ponieważ z dnia na dzień mogą stracić swój majątek. Pomimo tego Kiwi zachowują pogodę ducha i uśmiech na twarzy.

  • Całe szczęście omijają nas groźne przygody w podróżach. Może te flash floody na pustyni były niebezpieczne, no ale jak było takowe zagrożenie, to po prostu dwa dni czekaliśmy u stóp kanionu, by do niego wejść 😉

  • Kirdan napisał(a):

    Mnie się udało… Miałem być w kwietniu w Nepalu, na szczęście praca pokrzyżowała mi plany podróżnicze…

  • Natka napisał(a):

    Trzęsienie ziemi w Nepalu. Kilka miesiecy temu, dość słabe, kilkusekundowe. A pozniej juz to duże, o ktorym wszyscy pamiętamy…

  • Marta napisał(a):

    Ooooo, dokładnie takich blogerów jak wy szukam! Zapraszam do wzięcia udziału we wpisie zbiorowym o tym kim jest bloger i jak wy widzicie blogowanie. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie główniej na moim blogu! http://podrozeodkuchni.pl/

  • Marcin - NRWTrip napisał(a):

    Ja mam tutaj w Niemczech z trzęsieniami spokój, no chyba że czasem sąsiad organizuje imprezę to się dom trzęsie 😉 Nie wyobrażam sobie zrywać się w środku nocy i podtrzymywać całą kolekcję antycznych waz 😉

  • Daria napisał(a):

    dokładnie, podróże to nie tylko leżenie pod palmą na hamaku z drineczkiem w dłoni…
    My podróżujemy po świecie rowerami, najniebezpieczniejsza rzecz jaka nam sie przydarzyła podczas wyprawy dookoła świata to burza na środku słonego jeziora Salar de Uyuni w Boliwii…. dooloła pustka w promieniu 20-70km…woda do kostek…walące pioruny w pobliską górę i my leżący i modlący się, żeby piorun nie uderzył w wodę :/ masakra

    • Ł | KzP napisał(a):

      Mogę sobie wyobrazić. Kiedyś na Uszbie (taka ładna góra) w Gruzji na grani powyżej 4000 m chwyciła nas burza. Robiliśmy zjazdy po linie, a dookoła przeskakiwały wyładowania między chmurami. Wymiękłem totalnie, kiedy ognie świętego Elma pojawiły się na kasku na głowie.

  • Maja napisał(a):

    Nigdy nic nie wiadomo co nas spotka 🙁 Dobrze że Wam nic się nie stało 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *