Bornholm – dobry postój

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp

Byłam wtedy studentką, raczej bez forsy. Na rowerze. Lekki namiot iglo kupiłam za pierwszy hajs z projektów graficznych. Jedliśmy gąbczasty chleb z Netto i popijaliśmy kakao. Spaliśmy za grosze w ogrodach na farmach. Na Bornholm wracam po 13 latach czując, że czas stanął w miejscu. I to jest dobry postój.

Gudhjem – czwartek rano

Nomen omen – boskie miasteczko. Wąskie uliczki wiją się w dół między kaskadami kolorowych domków. Na dzień dobry poznaję Nilsa, Mayę i Rasminę. Od Wiktorii kupuję kolczyki ze szkła – dwie krople słońca zamknięte w piasku – instynkt sroki, nic nie poradzę. W porcie jachtowym z daleka słychać rzut kur(w)ą. Nikt tak pięknie nie przeklina jak żeglarze. Polscy żeglarze. Zagaduję. Płyną z Gdańska do Amsterdamu. Zgodnie stwierdzamy, że Gudhjem to najładniejsze miasteczko na Bornholmie. Przed nimi Kopenhaga. Niech pozdrowią ode mnie syrenkę z Langelinje i przekażą, że nie tęsknię (jeszcze).

Na skraju wioski, w części miasta zwanej Nørresand, ponad białym płotem i krzakiem róż wisi miętowy kadłub jachtu. Siwy mężczyzna poleruje rufę i złote litery „Lady Betty”. Nils wyremontował swój 103-letni jacht niemal od skorupy. „She was a wreck” – mówi – „Była kompletnym wrakiem”. Teraz dokonuje drobnych prac remontowych i opowiada o tym, jak Betty pływała po Morzu Śródziemnym. Piękny zabytkowy jacht. Tak się składa, że Nils jest szkutnikiem.  Drzwi warsztatu zdobi drewniany strug (hebel) pomalowany złotą farą. Szanuję ludzi, którzy w erze jednorazówek potrafią jeszcze coś naprawić.

Albo upiec. Maya i Rasmina pieką najlepszy wienner bød na wyspie. Chuda Azjatka to Maya – szefowa piekarni – zręcznymi ruchami przekłada cynamonowe bułeczki z tacy na witrynę. Pachnie jak u babci w kuchni przed świętami, a nie jak w piekarni. Tymczasem Rasmina trzepaczką do jajek ubija mleko. Pod sufitem dyndają muchomory. Grawitacja mocniej tu działa na ciało A i ciało B, bo obydwa wracają po szarlotkę i czarną kawę. Ten boski napój – czarny i gorzki – nie po to służy, by go słodzić i zabielać. Jest spokojnie. Cień budynku i wiatr od morza przyjemnie chłodzi.

Dueodde – po południu

Pielgrzymki plażowiczów ściągają na parking, bo już po piątej. Kolejka po hot dogi i słynne lody z automatu. My, taszcząc koce, kierujemy się w stronę morza. Tylko martwe ryby płyną z prądem – przypominam sobie motto znalezione na targu rupieci w Skagen. Dieta plażowa – słodki groszek to popularny przysmak latem w Danii, piwo bezalko, bo jestem kierowcą i zaległa lektura. To jest urlop prawdziwie regeneracyjny.

Nylars – wieczór

Zapach dojrzewającego zboża wieczorem na zawsze będzie kojarzył mi się z Warmią i Mazurami. Wakacje we wsi Łyna na obozie konnym. Stare gospodarstwo przypomina mi te beztroskie wieczory z ułańskimi piosenkami przy ognisku. Bornholm usiany jest siedliskami sprzed ponad stu lat. Niektóre domy zbudowano w połowie XIX wieku. Słońce powoli zniża się ponad horyzont zalewając nas ciepłym światłem. I jeszcze koniki polne. To za ich dźwiękiem tęsknię latem w Danii. Za ścianą starej willi ojciec czyta synowi bajkę na dobranoc. Usypia mnie to czytanie.

Plaża Dueodde – piątek rano

Mam wewnętrzny limit plażowania. 6h rocznie, bo inaczej nuda. Na luksus samotności trzeba zarobić spacerem około 10 minut na zachód. Fale w przyboju działają nasennie. Kładę się przy brzegu, gdzie woda sięga po kolana. Myślę, że czasami jednak dobrze się ponudzić – 6 h rocznie ;). Emocji dostarcza mi załoga Otago w relacji Iwony Marii Pieńkawy, która jako pierwsza Polka opłynęła Horn.

Wracam do rysowania wymyślając małego Duńczyka z włosami jak cumulus i siatką na kraby, nucąc przy tym Warską.

Oczy masz niebiesko-zielone
Włosy masz za bardzo kręcone

Pełno się tu takich plącze.

Aalinge Sandvig – piątek wieczór

Jazz w Aalinge okazał się muzyką country, więc rozczarowanie. Pijemy herbatę na ławce ze szpuli po kablach i ssiemy rabarbarowe landrynki – kolorowe kamyczki ręcznie robione w malutkim warsztacie cukierniczym na skraju miasteczka. Na koniec w drodze do domu rzut okiem na ruiny zamku Hammerhus. Parking pustoszeje, w trawie słychać świerszcze i koniki polne. Wracamy. I okazuje się, że Ziemia okrągła jest. A przynajmniej Bornholm. Rano wyjechałyśmy na wschód, wróciłyśmy od zachodu.

I ot... cały Bornholm

Autem 4 dni to optimum. Robimy podsumowanie i ranking.

Numer 1

Miasteczko Gudhjem podoba nam się najbardziej. Ze względu na położenie i na miłych ludzi. I Cafe Rosa, miętową Lady Betty, Nielsa, Mayę, Vicky. Basen mariny nieco na uboczu, ale zintegrowany z miasteczkiem czule przygarnia do siebie żeglarzy. Obok kamienny plac z ławkami, skały i morze.

Numer 2

Na drugim miejscu Dueodde – plaża na południu, z piaskiem delikatnym jak mąka i wodą w kolorze turkusu. Plaża otoczona starym sosnowym lasem. Gdzieś w cieniu powykręcanych sosen ukryte domki letnie, prawie niewidoczne. Nie razi też pensjonat i camping. Infrastruktura turystyczna nie narzuca się i nie psuje wrażeń estetycznych. Duńczycy zagospodarowali to miejsce z gustem zachowując minimalizm i rozsądek.

Numer 3

Na trzecim miejscu pejzaż z ruinami zamczyska Hammerhus. Warto tam przyjść przed zachodem słońca i podziwiać dowód misyjnych starań biskupa Lund. Taras z parkingiem z jednej strony ujmują dzikości młodoglacjalnym wzgórzom, z drugiej – stwarzają możliwość zwiedzania osobom niepełnosprawnym lub z wózkami. Dobry ruch zważywszy na to, że goście na wyspie to przeważnie osoby starsze lub rodziny z małymi dziećmi.

3 Responses

  1. ..jesem szczęśliwą uczestniczka tej wyprawy.. Bornholm to było moje Marzenie, które się spelnilo dzięki Patrycji.. Niezapomniane 4 dni pięknych slonecznych krajobrazów, zarówno skalistych jak i piaszczystych plaż…Cudnej urody miasteczka..domy jakby wyjete z baśni Andersena.. Dziękuję ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *