X
Norwegia, poradnik, relacje

Trolltunga, czyli Język trolla poza sezonem

14 października 2017 5

Jedno z najbardziej spektakularnych pod względem widoków miejsc w Norwegii, gdzie możemy zobaczyć i wręcz poczuć, jak niespełna kilkadziesiąt tysięcy lat temu masywne cielsko lodowca smagało i rzeźbiło prekambryjską skałę macierzystą. Dziesiątki (teraz może już nawet setki) tysięcy turystów przechadza się latem po poprzecinanych strumykami górskimi wygładach polodowcowych, żeby dotrzeć do unikatowego na skalę światową miejsca – Języka trolla.

Trolltunga poza sezonem

 

Dlaczego Język trolla (Trolltunga)?

Podczas planowania wyjazdu skontaktowałem się z dobrym znajomym z Trondheim.
Słuchaj Andrzej, to jakie miejsce w Norwegii polecisz na krótki trekking z namiotem? – dopytuję podczas rozmowy telefonicznej. – Wiele ostatnio słyszałem o Trolltunga.
Ach, tam… – odpowiada z lekkim zrezygnowaniem. – To jest teraz najbardziej popularne miejsce w Norwegii. Wszyscy tam jeżdżą, żeby sobie zrobić zdjęcie. Niekiedy trzeba czekać nawet i trzy godziny na swoją kolej, żeby wejść na tę skałę, zrobić selfie i posiedzieć kilka sekund.
Nie zachęcasz – podsumowuję. – Musi coś jednak być tam wyjątkowego, że przyciąga całe rzesze turystów.
Tak, jest tam pięknie, jednak nie wybierałbym się w sezonie, ponieważ cały czar dzikich i surowych gór Skandynawii rozprasza się pod ciężarem zabłoconych butów trekkingowych ciągnącego się kilometrami sznurka piechurów.

Wiedziałem, że muszę tam pojechać, jednak musiałem wymyślić jakiś sposób, żeby uniknąć konfrontacji z otoczką turystyczną. Nie chodzi tylko tutaj o zdjęcia, ale także o wypoczynek w naturze, wyciszenie myśli i naładowanie baterii. Mogę pójść inną drogą, w środku tygodnia, zabrać namiot lub… pojechać poza sezonem. Od połowy września może już występować śnieg i temperatura w nocy schodzi poniżej zera. Trzeba się przygotować na warunki zimowe.

Łukasz Kocewiak na Trolltunga

Opis trekkingu

Istnieje duża szansa, że trasa poza sezonem powyżej siedlisk ludzkich będzie pokryta śniegiem, a temperatury niezależnie od pory dnia utrzymywać się będą poniżej zera. W tym przypadku należy wziąć poprawkę na to, jaki dystans będziemy w stanie pokonać każdego dnia. Norweski Związek Trekkingu określił trasę do Języka trolla jako wymagającą. Z pewnością wymaga pewnego przygotowania fizycznego, a poza sezonem również odpowiedniego planowania. Rozłożenie całego przedsięwzięcia na kilka dni pozwoli nam delektować się osobliwościami przyrody w tej części świata, zmniejszy ryzyko niepowodzenia i dodatkowo będziemy dysponować rezerwą czasową w przypadku nieprzewidzianych okoliczności (np. zmoczenie ubrania, słaba widoczność).

Dzień 1

Z samego rana przylatuję do Bergen, gdzie od razu wynajmuję samochód. Po drobnych zakupach (np. kartusz gazowy, jedzenie liofilizowane) w lokalnym sklepie outdoorowym wyruszam w kierunku Odda. Trasę pokonuję samochodem w niecałe trzy godziny. Stąd już bardzo blisko do Tyssedal i prosto na parking w Skjeggedal, skąd rozpoczyna się właściwy trekking.

Do Trolltunga, celu wędrówki dzieli mnie niecałe czternaście kilometrów szlaku i około osiemset metrów przewyższenia. Pierwszy odcinek to trzy kilometry świeżo położonej drogi asfaltowej, która serpentynami doprowadzi mnie do ostatnich siedlisk ludzkich. Istnieje też możliwość przejechania tego fragmentu samochodem, jednakże opłaty parkingowe na górze są bardzo wysokie.

Na ostatnim zakręcie odchodzi dobrze oznakowana ścieżka, która prowadzi przez płaski teren usłany wygładami polodowcowymi. Bardzo prosta i urokliwa trasa. Na tej wysokości nie powinno być jeszcze śniegu nawet do końca października. Następnie mijam ostatnie domostwa i rozpoczynam strome podejście wyłożonymi z kamieni schodkami, żeby za niebawem wyjść z czerwonej strefy prywatnego terenu, gdzie nie można biwakować.

W pewnym momencie podejście przestaje być strome i zaczynają się rozpościerać przepiękne widoki. Polodowcowy krajobraz na który składają się skały, strumyki górskie, wrzosowiska, torfowiska, bagna i liczne oczka wodne. Istny raj na ziemi. Idę równym tempem, ale nie spieszę się, bo wiem, że w każdym momencie mogę rozbić namiot i kontynuować wędrówkę następnego dnia.

Tego dnia przechodzę razem około dziesięciu kilometrów i nocuję w okolicy małego stawu i jednej z budek, z której można skorzystać w sytuacji awaryjnej. Na tej wysokości cały teren jest pokryty warstwą śniegu, który rankiem skrzypi a wieczorem pluska pod stopami. Do Języka trolla pozostaje już tylko około trzech kilometrów.

Trolltunga poza sezonem

Dzień 2

Do celu jest już naprawdę niedaleko. Pakuję wszystko późnym rankiem i ruszam na krótki spacer, bo jak nazwać inaczej wędrówkę w takich okolicznościach przyrody. Natrafiam na dość spory strumień, nad którym na szczęście znajduje się stabilna kładka. Niestety wyjście z jaru jest silnie oblodzone, ponieważ słońce tutaj nie dochodzi przez większość dnia. Sztywna podeszwa w bucie dobrze się sprawdza podczas torowania sobie przejścia.

Ostatni odcinek to już naprawdę krajobraz iście księżycowy. Wędrówka pomiędzy płaskimi, obłymi kamieniami nastraja do refleksji i relaksu. Ujemna temperatura nie przeszkadza podczas wysiłku. W oddali widać głęboką dolinę, nad którą znajduje się się wysunięty jęzor trolla. Jeszcze jedno podejście po oblodzonych schodkach, ominięcie ośnieżonego garbu i Trolltunga pojawia się przed oczami. Okazale się prezentuje; na zdjęciach to nie to samo.

Siadam na platformie skalnej i wyciągam termos. Ciepła woda z limonką w połączeniu z czystym i zmrożonym skandynawskim powietrzem orzeźwia myśli i ciało. Przebieram przepoconą koszulkę i skarpety oraz zakładam dodatkową warstwę bielizny oddychającej. W bezruchu bardzo szybko można się wychłodzić. Światło idealnie rysuje linię wysuniętej nad przepaść skały, więc robię kilka zdjęć. Znajduję chroniący od wiatru zaułek skalny, gdzie mogę przycupnąć na dłuższą chwilę. Siedzę, grzeję się w słońcu, patrzę w przestrzeń i czerpię przyjemność z bezruchu.

Sam nie wiem, kiedy zleciało całe popołudnie. Zanim rozbiję namiot, wybieram się jeszcze na godzinny trekking. Nieopodal znajduje się najlepszy punkt widokowy w okolicy – Preikestolen. Stąd rozpościera się panorama na całą okolicę, a jezioro Ringedalsvatnet wydaje się jeszcze bardziej szmaragdowe. Jestem tu zupełnie sam. Widzę, że słońce chyli się powoli ku zachodowi, więc szybko przebieram nogami na dół, żeby rozbić się jeszcze przed nocą oraz uchwycić kilka ciekawych kadrów z Językiem trolla w roli głównej.

Trolltunga poza sezonem

Dzień 3

Noc nie była dla mnie szczególnie łaskawa, bo wymroziło mnie trochę. Pomimo przygotowania platformy z kamieni pod namiot oraz wybrania lokalizacji w miejscu chroniącym od wiatru, nie obeszło się bez drgawek z zimna. Nie spodziewałem się, że będzie -8 stopni. Trzysezonowy namiot z moskitierą zamiast sufitu, cienki trzysezonowy materac i leciutki śpiwór do -5 stopni pozwoliły mi przetrwać noc, ale trudno mówić o komforcie termicznym.

Rano widok z namiotu rekompensuje wszelkie niewygody. Czyste powietrze, promienie wschodzącego słońca i ta niczym nieskrępowana przestrzeń. Teraz wiem, że warto było tutaj przyjść chociażby tylko dla tego momentu. Nie mogłem sobie wyobrazić lepszych widoków podczas śniadania. Nawet owsianka z torebki smakuje zupełnie inaczej.

Ostatniego dnia pozostaje mi przemaszerować z powrotem całe czternaście kilometrów. Na szczęście większość trasy będzie w dół i dlatego trekking raczej należy do przyjemniejszych. Przez cały dzień jest słonecznie. Trzeba było wziąć krem do opalania. W poniedziałek nie spotykam za wielu osób po drodze. Kilku Norwegów z psami oraz rozproszoną grupę zupełnie nieprzygotowanych Tajów. Większość nie dotarła nawet do połowy, ale i tak byli oczarowani śniegiem i widokami.

Kiedy wracam do domu, odnoszę wrażenie, że blokowiska miejskie i ściany w biurze przypomina bardziej ciasną klatkę. Przez kilka pierwszych chwil musiałem się przyzwyczaić do klaustrofobicznych klimatów mojego otoczenia.

Trolltunga poza sezonem

Sprzęt potrzebny na samotną wędrówkę

Biwak

  • mały i lekki namiot 1-osobowy (najlepiej 4-sezonowy),
  • poręczny śpiwór do -5 stopni (lub nawet na niższe temperatury),
  • karimata lub materac dmuchany (najlepiej 4-sezonowy, bo możemy być zmuszeni biwakować na śniegu),
  • spork – jest to praktyczne połączenie łyżki i widelca,
  • nożyk,
  • kubek metalowy, w którym będziemy mogli i napić się herbaty, i zjeść owsiankę na śniadanie,
  • kuchenka gazowa – najlepiej od razu z garnkiem wyposażonym w wymiennik ciepła,
  • mały kartusz gazowy (mieszanka propanu i butanu, która sprawdzi się na mrozie),
  • zapalniczka na kamień, która daje dużą iskrę,
  • termos – dobrze zrobić sobie na noc ciepły wywar w termosie,
  • zestaw do yerba mate – zdecydujmy sami, czy chcemy podziwiać zachód słońca z namiotu z yerbą, czy bez,
  • statyw – może się zdarzyć poza sezonem, że nie będzie nikogo w okolicy, żeby zrobić nam zdjęcie lub planujemy dłuższe naświetlanie,
  • czołówka z bateriami – poza sezonem dość wcześnie robi się ciemno.

Ubranie

  • czapka, która dobrze chroni przed wiatrem,
  • chustka na głowę lub szyję (jako dodatkowa warstwa ocieplająca lub na trekking w pełnym słońcu),
  • kurtka z membraną,
  • bluza lub kurtka polarowa jako druga warstwa,
  • koszulka oddychająca (jedna z długim rękawem i jedna z krótkim rękawem),
  • bokserki (lub inny rodzaj wygodnej bielizny oddychającej),
  • ciepłe skarpety (dwie warstwy) – kilka, żeby można było w każdym momencie zmienić,
  • getry – takie, które mogą służyć także jako warstwa zewnętrzna podczas wędrówki,
  • rękawiczki palczaste.

Jedzenie

  • bakalie (migdały i daktyle),
  • obiady liofilizowane (2-3x) – mnie ostatnio przypadły do gustu produkcji norweskiej,
  • batony energetyczne (6x),
  • biszkopty lub suchary,
  • kaszki instant (6x),
  • suszone mięso wołowe – jestem wielkim zwolennikiem jerky.

Elektronika

  • telefon – podczas całego trekkingu będziemy mieć zasięg oraz możliwość przesyłania danych, poza tym telefon z powodzeniem może służyć jako samochodowa nawigacja satelitarna,
  • power bank z kabelkami do ładowania telefonu i aparatu,
  • aparat GoPro z bateriami i kartami pamięci – jeżeli ktoś planuje zrobić zapierające selfie,
  • aparat Fujifilm X-T20 z bateriami i kartami pamięci (do tego szerokokątny obiektyw stałoogniskowy),
  • nawigacja satelitarna z wgranymi mapami, zdjęciami satelitarnymi, punktami charakterystycznymi i trasą wędrówki.

Trekking

  • mały i wygodny plecak, do którego wszystko będziemy w stanie zmieścić,
  • buty podejściowe z twardą podeszwą (ponad kostkę lub razem ze stuptutami) – muszą mieć dobrą przyczepność na mokrej skale, mokrym lub zmarźniętym śniegu,
  • kijki trekingowe – na pewno się przydadzą, żeby stabilizować podczas wędrówki po lodzie lub śniegu,
  • okulary przeciwsłoneczne i etui – refleksy świetlne na śniegu w słoneczne dni mogą być doskwierające,
  • bidon lub inny bukłak na wodę.

Kosmetyczka

  • pomadka, jeżeli komuś łatwo pierzchną usta,
  • kilkudniowe soczewki kontaktowe i krople do oczu (jeżeli ktoś używa) – zdecydowanie lepiej używać soczewek niż okularów korekcyjnych,
  • mała pasta do zębów i szczoteczka,
  • małe mydełko lub żel do mycia – biodegradalne i bez dodatków zapachowych,
  • ręcznik szybkoschnący – jeżeli ktoś zamierza się myć,
  • papier toaletowy lub chusteczki – pamiętajmy, że na trasie nie ma śmietników i wszystkie odpadki musimy znieść ze sobą na dół do miejsca parkingowego,
  • mały antyperspirant – jeżeli ktoś potrzebuje korzystać z takich luksusów,
  • krem z filtrem – śnieg w połączeniu ze słońcem mogą naprawdę da się we znaki skórze na nosie,
  • mała apteczka (plasterki, pastylki na gardło, aspiryna).

Dokumenty

  • prawo jazdy (dla tych, co wynajmują samochód),
  • paszport – mnie nikt nie sprawdzał, ale warto mieć jakiś dokument tożsamości ze zdjęciem,
  • ubezpieczenie podróżne – tutaj musimy sobie zadać pytanie, czy chcemy ubezpieczyć zdrowie, bagaż itp,
  • karta kredytowa – w Norwegii praktycznie nie ma potrzeby operowania gotówką.
Trolltunga poza sezonem

Droga i ukształtowanie terenu

Dzień 1

Bergen – Skjeggedal

📏 145 km     📈 450 m     🕓 3 godz 20 min (samochodem)
Najkrótsza trasa. W planowaniu trzeba uwzględnić poprawkę na prom z Tørvikbygd do Jondal, który kursuje co około pół godziny.

Skjeggedal – Survival Cabin#2

📏 10 km     📈 915 m     📉 160 m     🕓 2 godz 30 min
Mnie się wtedy dość spieszyło, ponieważ późno rozpocząłem trekking i chciałem jak najdalej dojść na nocleg. Przeciętnemu piechurowi może zająć to odrobinę dłużej.

Pierwszy dzień trekkingu na Trolltunga

Dzień 2

Survival Cabin#2 – Trolltunga

📏 3,2 km     📈 120 m     📉 150 m     🕓 1 godz 20 min
Bardzo przyjemny spacer w otoczeniu pięknej norweskiej przyrody. Warto zatrzymać się na chwilę tu i ówdzie i odetchnąć pełną piersią. Tutaj na chwilę zboczyłem ze szlaku, żeby podejść do krawędzi kanionu.

Drugi dzień trekkingu na Trolltunga

Trolltunga – Preikestolen – Trolltunga

📏 3 km     📈 130 m     📉 130 m     🕓 45 min
Ciekawa trasa, która prowadzi nad urwisko tuż nad samym jeziorem. Z Preikestolen rozpościera się panorama na całą okolicę.

Drugi dzień trekkingu na Trolltunga

Dzień 3

Trolltunga – Skjeggedal

📏 13,2 km     📈 300 m     📉 1075 m     🕓 3 godz 15 min
Dobrze wyruszyć wczesnym rankiem, kiedy potoki są skute lodem i śnieg nie moczy ubrania.

Trzeci dzień trekkingu na Trolltunga

Przykładowy kosztorys i uwagi

✈ Bezpośredni lot do Bergen (1 bagaż podręczny, 1 bagaż rejestrowany): 880 PLN
🚢 Prom Tørvikbygd-Jondal (1 samochód, w 1 stronę): 102 NOK
🚆 Bilet ciuchcią lokalną Bybanen: 36 NOK
🍽 Obiad liofilizowany w Bergen: 85 NOK
🚗 Wynajęcie samochodu na GoMore: 300 NOK/dzień
🅿 Parking w Skjeggedal: 300 NOK (1-15 godz), 600 NOK (16-24 godz)
⛽ Benzyna w Bergen: 15 NOK/l
🍔 Kanapka z krewetkami i jajkiem na stacji paliw: 60 NOK

  • Sezon trekkingowy:
    • samodzielny: 15 czerwca – 15 września,
    • z przewodnikiem: 19 marca – 15 czerwca i 15 września – 15 października,
    • trekking niezalecany: 16 października – 18 marca.
  • Zalecany czas rozpoczęcia trekkingu w sezonie: przed 10.00.
  • Telefon ratunkowy: 112 (zasięg jest na całej trasie wędrówki).
  • Przed 15 czerwca i po 15 sierpnia nie zaleca się kontynuowania wędrówki, jeżeli do 7 km na trasie dotrzemy po godzinie 13.00.
  • Wszelkie odpadki musimy zabrać ze sobą z powrotem do miejsca parkingowego w Skjeggedal.
  • Woda pitna jest praktycznie dostępna wszędzie podczas trekkingu. Nie potrzeba środków do uzdatniania wody.
  • Na trasie znajdują się trzy domki, z których można skorzystać w przypadku sytuacji awaryjnej.
Łukasz Kocewiak na Języku trolla
Trolltunga poza sezonem

A jakie są Wasze obserwacje dotyczące Języka trolla? Czy odwiedziliście już Trolltunga i zrobiliście sobie selfie na czubku jęzora? Ile trzeba było czekać w kolejce? Czy może moja relacja zachęciła Was, żeby się tam wybrać? Jakie plany?

0

Jest 5 komentarzy

  • Gadulec napisał(a):

    Bardzo przydatny wpis, mam nadzieję, że przyda mi się prędzej, niż później! I na pewno chciałabym spać w pobliżu Języka Trolla, żeby chociaż trochę uniknąć tłumów 🙂 Swoją drogą dobry pomysł, żeby jechać tam pod koniec września/na początku października tylko trzeba mieć szczęście, jeśli chodzi o pogodę!

    • Łukasz Kocewiak napisał(a):

      Hej! Sam do końca nie wiedziałem, kiedy jechać. Planowałem albo w październiku, albo w listopadzie. Śledziłem po prostu pogodę i na dwa dni przed podjąłem decyzję o wyjeździe. Szybko kupiłem bilet lotniczy do Bergen, zarezerwowałem samochód, spakowałem plecak i tyle. Pogoda dopisała! Jednakże nieco ponad tydzień wcześniej przez Norwegię przeszły nawałnice, więc lepiej sprawdzić pogodę niż planować z dużym wyprzedzeniem. (-:,

  • Łukasz, świetnie opisane wyjście na Język Trolla! Widzę, że wybrałeś najlepszą wersję, czyli z nocowaniem na wysokości. Pod względem przygotowania do trasy to chylę czoła, świetne ogarnięcie sprzętu!
    PS. jak smakuje yerba na tak dużej wysokości n.p.m.? :))

    • Łukasz Kocewiak napisał(a):

      Zorientowałem się, że smak nie zawsze bywa najważniejszy. Dla mnie liczyło się czasem, że przyjemnie rozprowadzała ciepło po organizmie. Kiedy jednak już siedziałem w ciepłym śpiworze, połączenie walorów smakowych, zapachowych i rozgrzewających yerba mate idealnie pozwalało się zrelaksować i wyciszyć. (-:,

      • Potrafię sobie to wyobrazić 🙂
        Na takiej wysokości to mnie cieszy nawet wczorajsza herbata z cytryną z termosu, na w pół wystygła, ale nadal jak napój bogów smakująca. Oczywiście bez trunków schowanych w wewnętrznych kieszeniach kurtki też by się nie obeszło:)

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *