X
Norwegia, poradnik, relacje

Trolltunga, czyli Język trolla poza sezonem

14 października 2017 19

Jedno z najbardziej spektakularnych pod względem widoków miejsc w Norwegii, gdzie możemy zobaczyć i wręcz poczuć, jak niespełna kilkadziesiąt tysięcy lat temu masywne cielsko lodowca smagało i rzeźbiło prekambryjską skałę macierzystą. Dziesiątki (teraz może już nawet setki) tysięcy turystów przechadza się latem po poprzecinanych strumykami górskimi wygładach polodowcowych, żeby dotrzeć do unikatowego na skalę światową miejsca – Języka trolla. Jak wygląda jednak Język trolla poza sezonem? Zobaczcie sami.

Trolltunga poza sezonem

 

Dlaczego Język trolla (Trolltunga)?

Podczas planowania wyjazdu skontaktowałem się z dobrym znajomym z Trondheim.
Słuchaj Andrzej, to jakie miejsce w Norwegii polecisz na krótki trekking z namiotem? – dopytuję podczas rozmowy telefonicznej. – Wiele ostatnio słyszałem o Trolltunga.
Ach, tam… – odpowiada z lekkim zrezygnowaniem. – To jest teraz najbardziej popularne miejsce w Norwegii. Wszyscy tam jeżdżą, żeby sobie zrobić zdjęcie. Niekiedy trzeba czekać nawet i trzy godziny na swoją kolej, żeby wejść na tę skałę, zrobić selfie i posiedzieć kilka sekund.
Nie zachęcasz – podsumowuję. – Musi coś jednak być tam wyjątkowego, że przyciąga całe rzesze turystów.
Tak, jest tam pięknie, jednak nie wybierałbym się w sezonie, ponieważ cały czar dzikich i surowych gór Skandynawii rozprasza się pod ciężarem zabłoconych butów trekkingowych ciągnącego się kilometrami sznurka piechurów.

Wiedziałem, że muszę tam pojechać, jednak musiałem wymyślić jakiś sposób, żeby uniknąć konfrontacji z otoczką turystyczną. Nie chodzi tylko tutaj o zdjęcia, ale także o wypoczynek w naturze, wyciszenie myśli i naładowanie baterii. Mogę pójść inną drogą, w środku tygodnia, zabrać namiot lub… pojechać poza sezonem. Od połowy września może już występować śnieg i temperatura w nocy schodzi poniżej zera. Trzeba się przygotować na warunki zimowe.

Łukasz Kocewiak na Trolltunga

Opis trekkingu

Istnieje duża szansa, że trasa poza sezonem powyżej siedlisk ludzkich będzie pokryta śniegiem, a temperatury niezależnie od pory dnia utrzymywać się będą poniżej zera. W tym przypadku należy wziąć poprawkę na to, jaki dystans będziemy w stanie pokonać każdego dnia. Norweski Związek Trekkingu określił trasę do Języka trolla jako wymagającą. Z pewnością wymaga pewnego przygotowania fizycznego, a poza sezonem również odpowiedniego planowania. Rozłożenie całego przedsięwzięcia na kilka dni pozwoli nam delektować się osobliwościami przyrody w tej części świata, zmniejszy ryzyko niepowodzenia i dodatkowo będziemy dysponować rezerwą czasową w przypadku nieprzewidzianych okoliczności (np. zmoczenie ubrania, słaba widoczność).

Dzień 1

Z samego rana przylatuję do Bergen, gdzie od razu wynajmuję samochód. Po drobnych zakupach (np. kartusz gazowy, jedzenie liofilizowane) w lokalnym sklepie outdoorowym wyruszam w kierunku Odda. Trasę pokonuję samochodem w niecałe trzy godziny. Stąd już bardzo blisko do Tyssedal i prosto na parking w Skjeggedal, skąd rozpoczyna się właściwy trekking.

Do Trolltunga, celu wędrówki dzieli mnie niecałe czternaście kilometrów szlaku i około osiemset metrów przewyższenia. Pierwszy odcinek to trzy kilometry świeżo położonej drogi asfaltowej, która serpentynami doprowadzi mnie do ostatnich siedlisk ludzkich. Istnieje też możliwość przejechania tego fragmentu samochodem, jednakże opłaty parkingowe na górze są bardzo wysokie.

Na ostatnim zakręcie odchodzi dobrze oznakowana ścieżka, która prowadzi przez płaski teren usłany wygładami polodowcowymi. Bardzo prosta i urokliwa trasa. Na tej wysokości nie powinno być jeszcze śniegu nawet do końca października. Następnie mijam ostatnie domostwa i rozpoczynam strome podejście wyłożonymi z kamieni schodkami, żeby za niebawem wyjść z czerwonej strefy prywatnego terenu, gdzie nie można biwakować.

W pewnym momencie podejście przestaje być strome i zaczynają się rozpościerać przepiękne widoki. Polodowcowy krajobraz na który składają się skały, strumyki górskie, wrzosowiska, torfowiska, bagna i liczne oczka wodne. Istny raj na ziemi. Idę równym tempem, ale nie spieszę się, bo wiem, że w każdym momencie mogę rozbić namiot i kontynuować wędrówkę następnego dnia.

Tego dnia przechodzę razem około dziesięciu kilometrów i nocuję w okolicy małego stawu i jednej z budek, z której można skorzystać w sytuacji awaryjnej. Na tej wysokości cały teren jest pokryty warstwą śniegu, który rankiem skrzypi a wieczorem pluska pod stopami. Do Języka trolla pozostaje już tylko około trzech kilometrów.

Trolltunga poza sezonem

Dzień 2

Do celu jest już naprawdę niedaleko. Pakuję wszystko późnym rankiem i ruszam na krótki spacer, bo jak nazwać inaczej wędrówkę w takich okolicznościach przyrody. Natrafiam na dość spory strumień, nad którym na szczęście znajduje się stabilna kładka. Niestety wyjście z jaru jest silnie oblodzone, ponieważ słońce tutaj nie dochodzi przez większość dnia. Sztywna podeszwa w bucie dobrze się sprawdza podczas torowania sobie przejścia.

Ostatni odcinek to już naprawdę krajobraz iście księżycowy. Wędrówka pomiędzy płaskimi, obłymi kamieniami nastraja do refleksji i relaksu. Ujemna temperatura nie przeszkadza podczas wysiłku. W oddali widać głęboką dolinę, nad którą znajduje się się wysunięty jęzor trolla. Jeszcze jedno podejście po oblodzonych schodkach, ominięcie ośnieżonego garbu i Trolltunga pojawia się przed oczami. Okazale się prezentuje; na zdjęciach to nie to samo.

Siadam na platformie skalnej i wyciągam termos. Ciepła woda z limonką w połączeniu z czystym i zmrożonym skandynawskim powietrzem orzeźwia myśli i ciało. Przebieram przepoconą koszulkę i skarpety oraz zakładam dodatkową warstwę bielizny oddychającej. W bezruchu bardzo szybko można się wychłodzić. Światło idealnie rysuje linię wysuniętej nad przepaść skały, więc robię kilka zdjęć. Znajduję chroniący od wiatru zaułek skalny, gdzie mogę przycupnąć na dłuższą chwilę. Siedzę, grzeję się w słońcu, patrzę w przestrzeń i czerpię przyjemność z bezruchu.

Sam nie wiem, kiedy zleciało całe popołudnie. Zanim rozbiję namiot, wybieram się jeszcze na godzinny trekking. Nieopodal znajduje się najlepszy punkt widokowy w okolicy – Preikestolen. Stąd rozpościera się panorama na całą okolicę, a jezioro Ringedalsvatnet wydaje się jeszcze bardziej szmaragdowe. Jestem tu zupełnie sam. Widzę, że słońce chyli się powoli ku zachodowi, więc szybko przebieram nogami na dół, żeby rozbić się jeszcze przed nocą oraz uchwycić kilka ciekawych kadrów z Językiem trolla w roli głównej.

Trolltunga poza sezonem

Dzień 3

Noc nie była dla mnie szczególnie łaskawa, bo wymroziło mnie trochę. Pomimo przygotowania platformy z kamieni pod namiot oraz wybrania lokalizacji w miejscu chroniącym od wiatru, nie obeszło się bez drgawek z zimna. Nie spodziewałem się, że będzie -8 stopni. Trzysezonowy namiot z moskitierą zamiast sufitu, cienki trzysezonowy materac i leciutki śpiwór do -5 stopni pozwoliły mi przetrwać noc, ale trudno mówić o komforcie termicznym.

Rano widok z namiotu rekompensuje wszelkie niewygody. Czyste powietrze, promienie wschodzącego słońca i ta niczym nieskrępowana przestrzeń. Teraz wiem, że warto było tutaj przyjść chociażby tylko dla tego momentu. Nie mogłem sobie wyobrazić lepszych widoków podczas śniadania. Nawet owsianka z torebki smakuje zupełnie inaczej.

Ostatniego dnia pozostaje mi przemaszerować z powrotem całe czternaście kilometrów. Na szczęście większość trasy będzie w dół i dlatego trekking raczej należy do przyjemniejszych. Przez cały dzień jest słonecznie. Trzeba było wziąć krem do opalania. W poniedziałek nie spotykam za wielu osób po drodze. Kilku Norwegów z psami oraz rozproszoną grupę zupełnie nieprzygotowanych Tajów. Większość nie dotarła nawet do połowy, ale i tak byli oczarowani śniegiem i widokami.

Kiedy wracam do domu, odnoszę wrażenie, że blokowiska miejskie i ściany w biurze przypomina bardziej ciasną klatkę. Przez kilka pierwszych chwil musiałem się przyzwyczaić do klaustrofobicznych klimatów mojego otoczenia.

Trolltunga poza sezonem

Sprzęt potrzebny na samotną wędrówkę

Biwak

  • mały i lekki namiot 1-osobowy (najlepiej 4-sezonowy),
  • poręczny śpiwór do -5 stopni (lub nawet na niższe temperatury),
  • karimata lub materac dmuchany (najlepiej 4-sezonowy, bo możemy być zmuszeni biwakować na śniegu),
  • spork – jest to praktyczne połączenie łyżki i widelca,
  • nożyk,
  • kubek metalowy, w którym będziemy mogli i napić się herbaty, i zjeść owsiankę na śniadanie,
  • kuchenka gazowa – najlepiej od razu z garnkiem wyposażonym w wymiennik ciepła,
  • mały kartusz gazowy (mieszanka propanu i butanu, która sprawdzi się na mrozie),
  • zapalniczka na kamień, która daje dużą iskrę,
  • termos – dobrze zrobić sobie na noc ciepły wywar w termosie,
  • zestaw do yerba mate – zdecydujmy sami, czy chcemy podziwiać zachód słońca z namiotu z yerbą, czy bez,
  • statyw – może się zdarzyć poza sezonem, że nie będzie nikogo w okolicy, żeby zrobić nam zdjęcie lub planujemy dłuższe naświetlanie,
  • czołówka z bateriami – poza sezonem dość wcześnie robi się ciemno.

Ubranie

  • czapka, która dobrze chroni przed wiatrem,
  • chustka na głowę lub szyję (jako dodatkowa warstwa ocieplająca lub na trekking w pełnym słońcu),
  • kurtka z membraną,
  • bluza lub kurtka polarowa jako druga warstwa,
  • koszulka oddychająca (jedna z długim rękawem i jedna z krótkim rękawem),
  • bokserki (lub inny rodzaj wygodnej bielizny oddychającej),
  • ciepłe skarpety (dwie warstwy) – kilka, żeby można było w każdym momencie zmienić,
  • getry – takie, które mogą służyć także jako warstwa zewnętrzna podczas wędrówki,
  • rękawiczki palczaste.

Jedzenie

  • bakalie (migdały i daktyle),
  • obiady liofilizowane (2-3x) – mnie ostatnio przypadły do gustu produkcji norweskiej,
  • batony energetyczne (6x),
  • biszkopty lub suchary,
  • kaszki instant (6x),
  • suszone mięso wołowe – jestem wielkim zwolennikiem jerky.

Elektronika

  • telefon – podczas całego trekkingu będziemy mieć zasięg oraz możliwość przesyłania danych, poza tym telefon z powodzeniem może służyć jako samochodowa nawigacja satelitarna,
  • power bank z kabelkami do ładowania telefonu i aparatu,
  • aparat GoPro z bateriami i kartami pamięci – jeżeli ktoś planuje zrobić zapierające selfie,
  • aparat Fujifilm X-T20 z bateriami i kartami pamięci (do tego szerokokątny obiektyw stałoogniskowy),
  • nawigacja satelitarna z wgranymi mapami, zdjęciami satelitarnymi, punktami charakterystycznymi i trasą wędrówki.

Trekking

  • mały i wygodny plecak, do którego wszystko będziemy w stanie zmieścić,
  • buty podejściowe z twardą podeszwą (ponad kostkę lub razem ze stuptutami) – muszą mieć dobrą przyczepność na mokrej skale, mokrym lub zmarźniętym śniegu,
  • kijki trekingowe – na pewno się przydadzą, żeby stabilizować podczas wędrówki po lodzie lub śniegu,
  • okulary przeciwsłoneczne i etui – refleksy świetlne na śniegu w słoneczne dni mogą być doskwierające,
  • bidon lub inny bukłak na wodę.

Kosmetyczka

  • pomadka, jeżeli komuś łatwo pierzchną usta,
  • kilkudniowe soczewki kontaktowe i krople do oczu (jeżeli ktoś używa) – zdecydowanie lepiej używać soczewek niż okularów korekcyjnych,
  • mała pasta do zębów i szczoteczka,
  • małe mydełko lub żel do mycia – biodegradalne i bez dodatków zapachowych,
  • ręcznik szybkoschnący – jeżeli ktoś zamierza się myć,
  • papier toaletowy lub chusteczki – pamiętajmy, że na trasie nie ma śmietników i wszystkie odpadki musimy znieść ze sobą na dół do miejsca parkingowego,
  • mały antyperspirant – jeżeli ktoś potrzebuje korzystać z takich luksusów,
  • krem z filtrem – śnieg w połączeniu ze słońcem mogą naprawdę da się we znaki skórze na nosie,
  • mała apteczka (plasterki, pastylki na gardło, aspiryna).

Dokumenty

  • prawo jazdy (dla tych, co wynajmują samochód),
  • paszport – mnie nikt nie sprawdzał, ale warto mieć jakiś dokument tożsamości ze zdjęciem,
  • ubezpieczenie podróżne – tutaj musimy sobie zadać pytanie, czy chcemy ubezpieczyć zdrowie, bagaż itp,
  • karta kredytowa – w Norwegii praktycznie nie ma potrzeby operowania gotówką.
Trolltunga poza sezonem

Droga i ukształtowanie terenu

Dzień 1

Bergen – Skjeggedal

📏 145 km     📈 450 m     🕓 3 godz 20 min (samochodem)
Najkrótsza trasa. W planowaniu trzeba uwzględnić poprawkę na prom z Tørvikbygd do Jondal, który kursuje co około pół godziny.

Skjeggedal – Survival Cabin#2

📏 10 km     📈 915 m     📉 160 m     🕓 2 godz 30 min
Mnie się wtedy dość spieszyło, ponieważ późno rozpocząłem trekking i chciałem jak najdalej dojść na nocleg. Przeciętnemu piechurowi może zająć to odrobinę dłużej.

Pierwszy dzień trekkingu na Trolltunga

Dzień 2

Survival Cabin#2 – Trolltunga

📏 3,2 km     📈 120 m     📉 150 m     🕓 1 godz 20 min
Bardzo przyjemny spacer w otoczeniu pięknej norweskiej przyrody. Warto zatrzymać się na chwilę tu i ówdzie i odetchnąć pełną piersią. Tutaj na chwilę zboczyłem ze szlaku, żeby podejść do krawędzi kanionu.

Drugi dzień trekkingu na Trolltunga

Trolltunga – Preikestolen – Trolltunga

📏 3 km     📈 130 m     📉 130 m     🕓 45 min
Ciekawa trasa, która prowadzi nad urwisko tuż nad samym jeziorem. Z Preikestolen rozpościera się panorama na całą okolicę.

Drugi dzień trekkingu na Trolltunga

Dzień 3

Trolltunga – Skjeggedal

📏 13,2 km     📈 300 m     📉 1075 m     🕓 3 godz 15 min
Dobrze wyruszyć wczesnym rankiem, kiedy potoki są skute lodem i śnieg nie moczy ubrania.

Trzeci dzień trekkingu na Trolltunga

Przykładowy kosztorys i uwagi

✈ Bezpośredni lot do Bergen (1 bagaż podręczny, 1 bagaż rejestrowany): 880 PLN
🚢 Prom Tørvikbygd-Jondal (1 samochód, w 1 stronę): 102 NOK
🚆 Bilet ciuchcią lokalną Bybanen: 36 NOK
🍽 Obiad liofilizowany w Bergen: 85 NOK
🚗 Wynajęcie samochodu na GoMore: 300 NOK/dzień
🅿 Parking w Skjeggedal: 300 NOK (1-15 godz), 600 NOK (16-24 godz)
⛽ Benzyna w Bergen: 15 NOK/l
🍔 Kanapka z krewetkami i jajkiem na stacji paliw: 60 NOK

  • Sezon trekkingowy:
    • samodzielny: 15 czerwca – 15 września,
    • z przewodnikiem: 19 marca – 15 czerwca i 15 września – 15 października,
    • trekking niezalecany: 16 października – 18 marca.
  • Zalecany czas rozpoczęcia trekkingu w sezonie: przed 10.00.
  • Telefon ratunkowy: 112 (zasięg jest na całej trasie wędrówki).
  • Przed 15 czerwca i po 15 sierpnia nie zaleca się kontynuowania wędrówki, jeżeli do 7 km na trasie dotrzemy po godzinie 13.00.
  • Wszelkie odpadki musimy zabrać ze sobą z powrotem do miejsca parkingowego w Skjeggedal.
  • Woda pitna jest praktycznie dostępna wszędzie podczas trekkingu. Nie potrzeba środków do uzdatniania wody.
  • Na trasie znajdują się trzy domki, z których można skorzystać w przypadku sytuacji awaryjnej.
Łukasz Kocewiak na Języku trolla
Trolltunga poza sezonem

A jakie są Wasze obserwacje dotyczące Języka trolla? Czy odwiedziliście już Trolltunga i zrobiliście sobie selfie na czubku jęzora? Ile trzeba było czekać w kolejce? Czy może moja relacja zachęciła Was, żeby się tam wybrać? Jakie plany?

1

Jest 19 komentarzy

  • Gadulec napisał(a):

    Bardzo przydatny wpis, mam nadzieję, że przyda mi się prędzej, niż później! I na pewno chciałabym spać w pobliżu Języka Trolla, żeby chociaż trochę uniknąć tłumów 🙂 Swoją drogą dobry pomysł, żeby jechać tam pod koniec września/na początku października tylko trzeba mieć szczęście, jeśli chodzi o pogodę!

    • Łukasz Kocewiak napisał(a):

      Hej! Sam do końca nie wiedziałem, kiedy jechać. Planowałem albo w październiku, albo w listopadzie. Śledziłem po prostu pogodę i na dwa dni przed podjąłem decyzję o wyjeździe. Szybko kupiłem bilet lotniczy do Bergen, zarezerwowałem samochód, spakowałem plecak i tyle. Pogoda dopisała! Jednakże nieco ponad tydzień wcześniej przez Norwegię przeszły nawałnice, więc lepiej sprawdzić pogodę niż planować z dużym wyprzedzeniem. (-:,

  • Łukasz, świetnie opisane wyjście na Język Trolla! Widzę, że wybrałeś najlepszą wersję, czyli z nocowaniem na wysokości. Pod względem przygotowania do trasy to chylę czoła, świetne ogarnięcie sprzętu!
    PS. jak smakuje yerba na tak dużej wysokości n.p.m.? :))

    • Łukasz Kocewiak napisał(a):

      Zorientowałem się, że smak nie zawsze bywa najważniejszy. Dla mnie liczyło się czasem, że przyjemnie rozprowadzała ciepło po organizmie. Kiedy jednak już siedziałem w ciepłym śpiworze, połączenie walorów smakowych, zapachowych i rozgrzewających yerba mate idealnie pozwalało się zrelaksować i wyciszyć. (-:,

      • Potrafię sobie to wyobrazić 🙂
        Na takiej wysokości to mnie cieszy nawet wczorajsza herbata z cytryną z termosu, na w pół wystygła, ale nadal jak napój bogów smakująca. Oczywiście bez trunków schowanych w wewnętrznych kieszeniach kurtki też by się nie obeszło:)

    • macciej napisał(a):

      Wysokość n.p.m. to 1200 m, czyli tyle ile ma Nosal 😉

      Mimo że wysokość jest niewielka, to okoliczności przyrody są przepiękne i jeśli jest się tam samemu i przy takiej pogodzie, to wszystko dobrze smakuje 🙂

      • Ł | KzP napisał(a):

        Tak właśnie. Poza sezonem za dnia spotykało się ludzi na szlaku, ale raczej w ograniczonych ilościach. Na noc nikt już nie zostawał. Ja jeszcze byłem tam w poniedziałek i wtedy naprawdę już nic się nie działo. Czyli najlepiej poza sezonem i w środku tygodnia.

        Doświadczenie unikatowe. Dobrze choć przez chwilę mieć takie miejsce dla siebie na wyłączność. 🙂

  • Olka napisał(a):

    Trolltunga to taki podróżniczy, trochę oklepany, ale jakże zjawiskowy symbol Norwegii. Sama tam nie byłam, ale od ilości zdjęć stamtąd, jakie widziałam na blogach czy u moich znajomych, mam wrażenie, jakbym odwiedził to miejsce nie raz 😉

    • Łukasz Kocewiak napisał(a):

      Hej Olka! I jak tutaj wchodzić z Tobą w polemikę? Myślę, że zgodzisz się, że widoczki na zdjęciach nijak się mają do doświadczenia podróżniczego, prawda? Musisz pojechać i sama sprawdzić, czy miejsce warte jest zachodu. 😉 — Ł.

  • Agnieszka | Australove napisał(a):

    Niesamowite miejsce! Planuję odwiedzić Skandynawię w przyszłym roku i na pewno zdecyduję się na wyjazd poza sezonem. Tłum turystów zawsze odbiera mi przyjemność z podróżowania!

    • Łukasz Kocewiak napisał(a):

      Poza sezonem niejednokrotnie trzeba trochę więcej zaplanować i zaakceptować możliwość nieprzewidzianych zdarzeń, ale czy to właśnie nie jest największa frajda? 😉

  • No to zmarzłeś trochę 😉
    Jestem pod wrażeniem jak to wszystko dokładnie opisałeś. Jeśli kiedyś zdecyduję się tam iść, to Twój blog będzie pierwszym miejscem, do którego zajrzę po informacje 🙂

    Byłam już w tamtych rejonach, ale to miejsce świadomie ominęłam, nie miałam czasu na trekking, zresztą kondycyjnie nie wiem czy wtedy dałabym radę. Mnie nie zniechęca to, że jest tam triliard ludzi. Skoro tam idą, to mają powód widocznie 😉

    Pozdrawiam i więcej takich pięknych miejsc na wyłączność życzę!

  • jakby mi się tam udało być, to chciałbym iść – chociaż to całkiem popularne miejsce 🙂 generalnie uwielbiam wszelkiego rodzaju góry i górki! a jednak być w tym regionie Norwegii i nie być na Trolltundze to średnio 😉

  • Mmalena napisał(a):

    Świetnie napisany przewodnik. Bardzo przydatnie i rzeczowo. Marzy mi się Trollunga, jednak nie mam tyle doświadczenia by udać się tam zimą i pewno wyskoczę kiedyś w sezonie. Jedyne co mnie powstrzymuje przed Norwegią to te ceny.

  • macciej napisał(a):

    Byłem dwa miesiące wcześniej 🙂 tyle że ja przejechałem całą Norwegię z północy na południe i Trolltunga była tylko jednym z wielu etapów i celów po drodze.

    Trasa jest uznana za trudną… to trochę za dużo powiedziane, bo na trasie nie ma żadnych trudności, poza kondycyjnymi. Pokonanie 28 km po górach dla wielu osób może być nie lada wyzwaniem, choć poza pierwszym stromym podejściem później idzie się już dość poziomo.

    W końcówce sierpnia było już niby też po właściwym sezonie, ale na trasie były tłumy! Trochę jakby iść w lipcu na Giewont. Jedyny kemping w okolicy jest w Odda, jest drogi i bardzo zatłoczony. Wiele osób rozbijało się poza jego terenem. Problemem w sezonie może być też parking w Skjeggedal, który już ok 6-7 rano może być zapchany. Wtedy samochody są upychane w Tyssedal, a ludzie dowożeni w górę autobusami za bodajże 50 NOK. Autobus z Odda to aż 150 NOK w jedną stronę!

    Ja ruszyłem z Odda o 5:30 rano, w Skjeggedal byłem o 6, a parking już był w 1/3 zapełniony. Na parkingu trzeba zapłacić i to niemało, bodajże 300 NOK za 16 godzin. Co gorsza rano można to zrobić wyłącznie w automacie biletowym, który przyjmuje tylko monety i tylko niektóre karty (Maestro nie dała rady, VISA zadziałała). Od 8 rano w sezonie otwiera się sklep, gdzie również można zapłacić.

    Tak jak opisano – wyżej można również wjechać, parking na górze kosztuje aż 500 NOK, ale oszczędza sporo najgorszego podejścia. Parking jest mały i zapcha się zapewne jeszcze szybciej. Kiedyś na tym odcinku były bardzo męczące drewniane schody, teraz są zakosy nowej drogi.

    Pod koniec sierpnia, mimo że wyruszyłem na trasę wcześnie rano, jeszcze przed wschodem słońca, ludzi było tyle że do wejścia na sam język trzeba było czekać 30 minut. Jak wracałem to kolejka wydłużyła się do dobrej godziny. Wiadomo, wchodzi się tam głównie po to by mieć fajne zdjęcie, więc dobrze jest logistycznie ogarnąć kogoś kto nam je zrobi. Najlepsze, takie typowe zdjęcie z jeziorem w tle jest możliwe do wykonania niemal wyłącznie z jednego punktu, gdzie kłębią się ludzie z aparatami i nie polecam zostawiania tam niczego na statywie, aby to samemu np pilotem wyzwolić. W międzyczasie ktoś może ten aparat potrącić, przestawić, a w najgorszym przypadku nawet niechcący ale strącić w przepaść.

    Samego Odda nie polecam – jak dla mnie brzydkie miasteczko, dymiące kominy – nic specjalnego. Tak mnie zniechęciło, że po zejściu na dół wsiadłem w samochód i odjechałem od Odda ok 50 km na południe, by tym razem spać bez towarzystwa miliona innych namiotów. Warto jednak podkreślić, że z Odda wiodą również szlaki na drugą stronę fiordu, na te góry co widać w tle z Trolltungi – tam są bardzo atrakcyjne lodowce, które też warto zobaczyć. Jak ktoś jedzie do Norwegii tylko po to by zdobyć Trolltunga, to może warto zostać dzień dłużej i zobaczyć też lodowce?

    Całkiem niedaleko (2-3 h jazdy) jest inna bardzo znana norweska atrakcja, równie tłumnie odwiedzana – Preikestolen (nie ta co jest opisana w tekście, tylko inna 🙂 ). A w dość bliskiej odległosci od niej – Kjerag i Kjeragbolten. Na tych ostatnich niestety nie byłem, pogoda się załamała. Wrócę w tym roku 😉

    Moja rada – jechać tak jak autor we wrześniu/październiku, albo rozbić namiot gdzieś przy parkingu w Skjeggedal i ruszyć na szlak jeszcze nocą, tak by do języka dotrzeć w godzinach rannych, przed najgorszym tłumem.

  • A. napisał(a):

    Hej, bardzo przydatny wpis. Na Trolltungę kiedyś już wchodziłem (ale to było dobrych kilka lat temu). Teraz planowałem wybrać się pod koniec września i z tym wiąże się moje pytanie. W tekście zaznaczyłeś
    „sezon trekkingowy: z przewodnikiem: 19 marca – 15 czerwca i 15 września – 15 października,”
    Czy oznacza to, że w drugiej połowie września można tylko wejść z przewodnikiem? Pewnie dość sporo on kosztuje (w końcu to Norwegia). Można iść na własną rękę, czy jest to zakazane i jakoś pilnowane? Pozdrawiam.

    • Ł | KzP napisał(a):

      Cieszę się, że informacje okazały się ciekawe i przydatne.

      Podczas wyjazdu nie korzystałem z przewodnika. To są raczej ogólne informacje o rozpoczęciu sezonu i nie zmuszają Cię do korzystania z przewodnika. Każdego lata na język trolla wybiera się bardzo dużo turystów i władze parku chcą ograniczyć ryzyko wypadku. Jednak nikt Ci nie zabroni spacerowania po parku narodowym.

      Jeżeli czujesz się na siłach, to śmiało możesz iść samemu. Sprawdź dobrze pogodę i dostosuj swoje plany do warunków, bo możesz na górze zastać warunki zimowe.

      Jeżeli rozpatrujesz skorzystanie z usług przewodnika, to zerknij na oficjalną stronę: https://www.visitnorway.com/places-to-go/fjord-norway/the-hardangerfjord-region/listings-hardanger-fjord/guided-hike-to-trolltunga/4721/. Na stronie piszą, że cena to 1300 NOK. Daj znać, jeżeli potrzebujesz wiedzieć jeszcze coś więcej. 🙂

  • Grzegorz napisał(a):

    Wcale nie trzeba gonic tam poza sezonem. Latem wystarczy przyjsc po poludniu lub wieczorem z namiotem i sprzetem do biwakowania i rozbic sie w okolicy Jezyka Trola. Miejsca takie sa dosc blisko. Wtedy juz poznym wieczorem przy zachodzacym sloncu mozna miec fajne foty. Oczywiscie rano sporo swit – to samo. Jest milo sympatycznie, przyjemnie i cieplo [latem] . O 6 czy 7 rano jest juz dzien a dzikich tlumow jeszcze nie ma.
    No i nalezalo by pamietac by [ bedac juz na miejscu ] odwiedzic takze bedacy nieopodal lokalny Preikestolen . Z Odda na wspomniany parking jezdzi bus. Info o rozkladzie mozna uzyskac dzwoniac do Odda Centrum Informacynego

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *