Hinduski Ślub – Część II / Hindu Wedding – Part II

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp

Akt zawarcia małżeństwa to niemal we wszystkich kulturach symboliczne połączenie dwojga ludzi. Niezależnie od tego, czy jest to ceremonia w urzędzie stanu cywilnego, tradycyjny ślub w kościele chrześcijańskim, czy poprowadzona przez bramina, długotrwała uroczystość, na którą składają się tajemnicze wedyjskie rytuały – cel jest zawsze ten sam. Młodzi, w obecności, rodziny i przyjaciół, związują swój los przysięgą, zgodnie z którą przez życie będą kroczyć razem.

Hinduski ślub - sehra bandi
Ostatni raz kobiety błogosławią pana młodego.

Dzień ślubu

Symbolika ślubu w północnych Indiach jest bardzo wyrazista, a tradycje związane z tym przepięknym wydarzeniem są kultywowane do dzisiaj, nawet w regionach, gdzie widoczny jest wpływ kultury zachodniej. Karawany ślubne dostojnie suną ulicami miast i wiosek, a weselnicy zgromadzeni wokół tworzą radosny, rozkrzyczany i roztańczony orszak. Ale po kolei. Zacznijmy od początku (tych, którzy nie czytali pierwszej części wpisu odsyłam do mojego poprzedniego wpisu: Hinduski Ślub – Część I – znajdziecie tam opis rytuałów i przygotowań przedślubnych).

Przed ślubem

Sehra bandi, czyli weź się ubierz

Podobnie jak w domu panny młodej, pan młody ma również ceremonie przygotowawcze w domu swoich rodziców. Jedną z nich jest sehra bandi. Po tym, jak pan młody przebrał się w strój ślubny, odprawiana jest mała modlitwa (puja). Następnie siostry pana młodego przygotowują brata na wkroczenie w wiek męski, wiążąc na jego turbanie szal (sehra) zakrywający twarz.

Wczesnym rankiem, w dniu uroczystości zaślubin budzą nas bębny. To kobiety z rodziny pana młodego zebrały się na ganku, przed drzwiami do sypialni i po raz ostatni dokonują ceremonii oczyszczania oraz błogosławią przyszłego małżonka. Następnie na dziedzińcu, wewnątrz domostwa, pan młody w asyście niemal wszystkich gości weselnych oraz ekipy kamerzystów i fotografów szykuje się do ostatniej ceremonii przedślubnej – rytualnych odwiedzin wszystkich świątyń i kapliczek znajdujących się w wiosce. Atmosfera jest lekko nerwowa, gdyż muzykanci niezbędni w ślubnym orszaku nie przyjechali na czas. Wreszcie przed dom podjeżdża motor, a na nim trębacz i trzech bębniarzy.

Baraat, czyli na rumaku do wybranki

Zanim młody opuści rodzinne strony i uda się do domu swej narzeczonej by ją poślubić, dosiada klaczy i dumnie przejeżdża uliczkami wioski. Przed orszakiem ślubnym kroczy orkiestra. Jeden z bębniarzy zdaje się głośniej uderzać w swój instrument, gdy tylko zauważa mnie z aparatem. Za orkiestrą jedzie kawaler, następnie kroczy matka i kobiety niosące dary świątynne, oraz cała rodzina, która zjechała na ślub. Po drodze przyłączają się też dzieci z sąsiedztwa, a gapiowie wylegają ze swoich domostw i z podziwem obserwują barwny orszak.

Baraat jest jedną z najciekawszych (i najbardziej zabawnych) tradycyjnej części hinduskiego ślubu, ponieważ właśnie tam zaczyna się szaleństwo. W społecznościach północnoindyjskich pan młody udaje się do miejsca ślubu na przyozdobionym koniu, w towarzystwie członków jego rodziny i przyjaciół, którzy powinni robić duże wrażenie ekstrawaganckim tańcem i głośnym śpiewem. Kiedy pan młody siedzi na koniu po tym, jak jego siostry go pobłogosławiły i dały mu jedzenie, trwa procesja weselna. Im większą, głośniejsza, bardziej szalona, tym bardziej imponująca dla rodziny panny młodej, a zatem… tym lepiej.

Dawniej młody podróżowałby w ten sposób aż do wioski swej przyszłej żony, jednak dziś przesiada się w auto i odjeżdża do miasta oddalonego o 5 godzin jazdy. Tam, w specjalnej sali weselnej czeka na niego rodzina panny młodej – wśród nich teść i szwagier.

Goście natomiast mają do dyspozycji bufet na świeżym powietrzu oraz salę z drewnianym podestem. Z głośników płynie dyskotekowa muzyka, jednak nikt z dorosłych nie tańczy. Tańczą natomiast małe dzieci, nastolatki i my… bo ciężko jest odmówić rozentuzjazmowanym dziewczętom, w momencie gdy wszystkie oczy weselników skierowane są na nas. Ciężkie saree wyszywane złotą nitką, tysiącami koralików i cekinami niesamowicie ogranicza ruchy, więc mój taniec pozbawiony jest gracji i swobody. Ciasno zawiązana halka pozbawia też apetytu, chociaż stoły uginają się od egzotycznych smakołyków, których nie dane mi będzie zakosztować w hinduskiej restauracji. W dodatku, mimo że jesteśmy tylko gośćmi, nieustannie budzimy ogromne zainteresowanie.

Czekamy z niecierpliwością na przybycie panny młodej. Do północy dostajemy jeszcze zaproszenie na ślub kuzyna, o którego istnieniu nikłe pojęcie ma nawet sam gospodarz, a także poznajemy kobiety z rodziny Ritu (narzeczonej Yasha), a wśród nich babcię staruszeńkę, która błogosławi nas w powitalnym geście. W tzw. międzyczasie udajemy się na odpoczynek do specjalnie przygotowanych sal. Mężczyźni i kobiety przebywają w osobnych pomieszczeniach wyłożonych na podłodze materacami. Kobiety przebierają się w odświętne saree; jest czas, żeby się odświeżyć. Dzieci niechętnie kładą się spać. W końcu nadchodzi północ.

Mężczyźni z grona pana młodego w oczekiwaniu na przybycie narzeczonej.

Pan młody oddala się od hotelu, aby dokonać symbolicznego wjazdu w orszakiem ślubnym. Na jego czele orkiestra zamienia się w ryczący pojazd z głośnikami, tuż za nim drogę oświetlają mężczyźni z lampami, które podtrzymują na owiniętych turbanami głowach. Otaczają oni orszak weselników z obydwu stron. W środku paradują mężczyźni – jest bardzo głośno, a w powietrzu czuć wilgoć nocy. Podekscytowani goście zmierzają do miejsca zaślubin. Na końcu podąża rydwan ciągnięty przez parę wystrojonych koni, a w nim, pośród kwiatów i złotych dekoracji dumny jak paw i wystrojony jak książę – pan młody – ubrany w tradycyjną kremową kurtę i czerwony turban.

W trakcie ślubu

Varmala, czyli miło cię poznać

Varmala jest momentem, w którym pan młody i panna młoda zostają formalnie przedstawione sobie nawzajem. Odbywa się to poprzez wymianę girlandami. Obydwoje wkraczają na podest ustawiony po środku dziedzińca przed salą weselną. Dziewczyna ubrana jest w czerwone saree z ciężkiej, wyszywanej koralikami i kamyczkami tkaniny. Warto dodać, że czerwień to w Indiach kolor symbolizujący czystość i niewinność. Tradycyjne uczesanie dziewczyny to wysoki kok na czubku głowy, który schowany jest pod pallu – górną częścią saree. Od nosa do ucha ciągnie się złoty łańcuszek a na szyi wisi złoty naszyjnik. Ręce i stopy ozdabia henna, której zrobienie zajęło cztery dni. Mocny makijaż zamienia młodą i niewinną dziewczynę w dojrzałą kobietę.

Młodzi spotykają się na szczycie platformy ozdobionej ustawionej po środku dziedzińca przed salą weselną. Tam symbolicznie wymieniają się girlandami. Następnie spod sufitu zadaszenia wysypują się płatki kwiatów a mechaniczne urządzenie obraca młodą parę dookoła, tak aby zgromadzeni z obydwu stron goście mogli dobrze przyjrzeć się nowożeńcom. Po tej symbolicznej ceremonii przychodzi czas na rodzinne fotografie. Młodzi zasiadają na sofie wewnątrz sali weselnej i pozują do zdjęć z najbliższą rodziną i przyjaciółmi.

Mandap, czyli pod baldachimem

Mandap ma ogromne znaczenie w dniu ślubu. Jest tak, ponieważ wszystkie znaczące rytuały odprawiane są podczas ceremonii mandap. W Indiach śluby odbywają się zgodnie ze starymi zwyczajami i tradycjami. Ceremonia odbywa się pod baldachimem (mandap) wspartym na czterech filarach. Filary symbolizują rodziców po obu stronach, którzy ciężko pracowali, by wychować swoje dzieci. Wszystkie rytuały wykonywane są przed świętym ogniem i tekstami z wed recytowanymi przez bramina.

Teraz czas na długotrwałą ceremonię poprowadzoną przez bramina (kapłana). Młodzi zasiadają pod specjalnym baldachimem i wspólnie składają dary bogom – garściami wsypują je do świętego ognia symbolizującego bóstwo Agni (z sanskrytu – ogień), które w tradycji wedyjskiej pełni funkcję pośrednika między człowiekiem a panteonem ważniejszych bóstw. Najważniejszym elementem tej ceremonii jest wspólne obejście świętego ognia przez nowożeńców. Kilkukrotnie okrążają stanowisko modłów, ostrożnie stawiając krok za krokiem. Są to ich pierwsze wspólne kroki w życiu. Mężczyzna czyni czerwony znak na czole swojej żony – od teraz przedziałek u nasady włosów kobieta będzie naznaczań w ten sam sposób, aby zasygnalizować przynależność do swojego męża.

Nagle do sali weselnej wkraczają hidźry – przedstawiciele tzw. trzeciej płci. Hidźrą zostaje mężczyzna, który nie utożsamia się ze swoją płcią, bądź człowiek, który urodził się z narządami płciowymi męskimi i żeńskimi jednocześnie. Widok dziwnych „kobiet” wprawia w nas w osłupienie. Jedna z nich na powitanie grubym głosem wykrzykuje „ram, ram” (nieformalne przywitanie), a mężczyźni zaczynają grać na bębnach. Hidźry tańczą, a taniec ten jest bardzo żywiołowy. Hidźry pełnią w społeczeństwie określoną rolę – trudnią się żebractwem lub prostytucją. Często uczestniczą też w ceremoniach zaślubin, gdzie nieproszone zjawiają się i tańczą. Taniec hidźr ma wróżyć powodzenie i płodność, jednak ja odnoszę wrażenie, że goście weselni odnoszą się do nich z chłodną rezerwą i nieufnością.

Hidźra tańczy.

Po ślubie

Griha pravesh, czyli pierwszy krok

Monotonna modlitwa bramina i towarzyszące jej rytuały trwają do samego rana. Po śniadaniu goście i młodzi udają się do domu pana młodego. Tam czeka ich szereg rytuałów symbolizujących przyjęcie nowej kobiety do rodzinnego domu pana młodego.

Wspólne odwiedzanie świątyń nie tylko ma na celu złożenie ofiar bogom, to też okazja aby zaprezentować mieszkańcom wioski nową członkinię rodziny. Uroczysty orszak znowu przemierza wąskie uliczki i zatrzymuje się za murami kapliczek i świątyń. Dym z kadzideł gryzie w oczy i unosi się w ciepłym powietrzu. Wreszcie mężczyzna wprowadza dziewczynę na teren domostwa.

Podczas ceremonii griha pravesh, panna młoda kopie prawą stopą naczynie zawierające ryż. Następnie wchodzi do domu, stawiając najpierw prawą nogę. Ceremonia pokazuje, że rodzina pana młodego powitała pannę młodą z głębi serca i zaakceptowała ją jako członkinię rodziny. W niektórych miejscach w Indiach panna młoda wymawia również nazwisko męża tuż przed wejściem do domu. Griha pravesh to symboliczny pierwszy krok do domu swoich teściów, który rozpoczyna nowy etap w życiu zamężnej kobiety.

Po oficjalnej części zaczyna się mniej mistyczna część rytuałów, która przypomina gry i zabawy znane w naszej tradycji jako oczepiny.

Aeki beki, czyli szukanie w mleku

Na drodze do sypialni ustawione są skorupy glinianych naczyń. Młodzi na zmianę kruszą je pod stopami torując drogę do wspólnego łoża. Następnie zasiadają na ganku, gdzie gromadzi się też cała rodzina. Na podłodze pojawia się miska wypełniona zabarwioną mlekiem wodą i płatkami kwiatów. Na dnie naczynia ukryte są monety i biżuteria. Zabawa się rozpoczyna i młodzi siłują się w wyławianiu artefaktów. Wygrywa pan młody, który pod koniec zabawy wylewa całą zawartość miski na zgromadzonych wokół uczestników zabawy. Wieczór kończy się przy akompaniamencie bębnów i dzwonków na kostkach tańczących kobiet. Młoda małżonka nuci nieśmiało piosenkę, której znaczenie pozostaje dla nas niezrozumiałe. To nasz ostatni wieczór w rodzinnej wiosce pana młodego, Padli. Nazajutrz udamy się do Agry, a o naszych przygodach podczas podróży przeczytacie w kolejnym wpisie.

In almost all cultures marriage is a symbolic connection of two souls. No matter if it is a secular marriage ceremony in a city hall, or a traditional wedding in a Christian church, or a long and meaningful Vedic ceremony – the purpose is always the same. A young couple vows with a company of their family and friends, that from now on they would be always together.

A symbolic meaning of marriage in northern part of India is very expressive. Traditions associated with this beautiful and profoundly moving event are still very strong, even in regions being under the strong influence of western civilization. Wedding caravans go along streets of cities, towns and small villages. Wedding guests dance and laugh, making the event very festive. But lets start from the beginning (those, who haven’t visited my last post are encouraged to read it to learn about pre-wedding ceremonies).

It was early morning of the wedding day and we were woken up by the ceremonial drums. Women from groom’s family started the cleaning ceremony for the last time. Then the groom was dressing up with the company of camera man, photographers and his entire family, who arrived to Padla to assist in his wedding. This was the last preparation before he had left his family home and met his would-be wife. The atmosphere was a little bit nervous because the orchestra hadn’t came on time. Finally the old black motorcycle appeared – three drummers and one trumpeter arrived.

Before the groom left his home, he had had to visit all chapels and temples in the village. He did the ceremonial ride on a horse along the villages streets. On the front of the retinue there was an orchestra, then the groom, his mother and women from the family. One of the drummers seemed to play harder, every time he had seen me. On the way small children from neighborhood joined and all villagers went out from their houses to see what was going on.

Many years ago a groom used to travel this way to the bride’s house. Nowadays people get marriage with partners from distant places, therefore they usually travel by car. So the groom did. He got in the car and went to the wedding place – a specially decorated wedding hall in a hotel. He was welcomed by men from the groom’s family – they were hosts this evening. Guests could try delicious food from the outdoor buffet or dance in the wedding hall, but nobody danced. Nobody, except children, teenage girls and… us. It was really hard to refuse dancing when a young excited girl asked and all eyes were directed on us. Heavy, embroidered saree constricted my moves, so I felt clumsy and awkward. The petite coat was tied so strongly, that I lost my appetite, although tables were full of exotic and delicious specialties, which I would never have an occasion to try in Europe. I wasn’t use to wear saree, but I could’t resist to dress like Indian woman. I had to, if I wanted to be one of them.

In addition, even if we were only guests, attention was constantly focused on us. We were waiting for the bride to come impatiently. Until midnight we were invited for another wedding of a groom’s cousin. We also met women from bride’s family and were blessed by her grandmother as a welcoming gesture. In the meantime we also went rest in special rooms – women and men separately. Women had occasion to get dressed in more festive saree, refresh or get their children to sleep. Finally midnight came.

The groom drew away in order to get into the chariot and make a symbolic arrival into the wedding place. In the front of the groom’s followers there was an orchestra, but musicians were replaced by a huge car with large speakers.  Just behind the car there were men with lamps upon their heads to light the road. They surrounded wedding guests who were walk inside the cortege. The groom was at the end in the chariot with two white horses. He was dressed in the traditional, cream kurta and red wedding turban. In this outfit he looked almost like a prince.

The bride was already waiting. They stepped up on the large, decorated platform to exchange garlands – they did it as a part of symbolic ceremony to show that they are a husband and wife. The bride was dressed in red, embroidered saree, made of very heavy and decorated fabric. It is worth to mention that red color symbolize pureness and innocence.  Her hair were styled in a bun on the top of her head, which was covered by a pallu – end part of saree. She also had an earning connecting her nose and ear. She worn jewelry – all made of gold. It took four days to make a bridal henna on her hands and feet.

After fresh married couple had exchanged garlands there was a time to be photographed with entire family. They sat down on a red sofa and posed. Afterwards they continued marriage ceremonies which lasted until early morning. One of the most important ceremonies was making steps around the holy fire of Agni deity. They also sacrifice gifts to Vedic gods trough putting them into the holy fire. Agni mediates between human and goods by taking gifts and carrying them to these goods. Man also made a red mark on his wife’s forehead in order to symbolize that he took her under his protection.

Suddenly into the wedding hall came hijras. Hijras are physiological males who have feminine gender identity, women’s clothing and other feminine gender roles. Initially we thought that they were just weird and ugly women, who came to beg for money. But we realized that they are not women as one of them greeted us with hoarse voice of a male.  They started to dance. It should be mentioned that hirjas have special role in Indian society – they live in well-defined communities and their occupation may be paupers or sex-workers. Sometimes they visit weddings to dance and collect money. Hijras’ dance supposed to be a good omen, but all people in the wedding hall looked at them suspiciously. I feel sorry for them and I really liked the dance they made, I would also say that I have admired them a little bit – it is not easy to be treated like a freak.

The ceremony in wedding hall finished in the early morning. The couple returned home – groom’s home, which from that time became the bride’s home too. According to tradition they visited all chapels and temples in the village. That was also an occasion to present the wife to villagers. Wedding ceremonies finished in the evening with games and plays – the couple had to crush pots laying in front of their sleeping room or search for valuables in the dish filled with colored water.

Więcej o kulturze Indii

8 Responses

  1. Tematyk ślubu jest mi teraz bardzo bliska, gdyż sama wychodzę za mąż za miesiąc i jeden dzień 😉 Z tą symboliką związaną z ożenkiem jest też zabawnie w Polsce, bo gdy zaczęłam przeglądać ile jest przesądów, zabobonów i rzeczy, które państwo młodzi powinni spełnić, to złapałam się za głowę i stwierdziłam, że nie można popadać w paranoję.
    Jednak po przeczytaniu Twojego wpisu dochodzę do wniosku, że w Indiach te tradycje czy symbole mają chyba bardziej mistyczny i duchowy charakter oraz są nieco głębiej przeżywane i doświadczane.

    1. Z przesądami nigdy nie wiadomo (-:, Ja po ośmiu latach małżeństwa mogę powiedzieć, że lepiej tych wszystkich zabobonów nie ignorować. Jest tak dużo czynników, które mogą się przyczynić zarówno do wszelkiej pomyślności jak i potknięć na drodze małżeńskiej, że lepiej na dobry początek zadbać o spełnienie wszelkich kryteriów dobrze prosperującego związku według wierzeń ludowych. Tak na wszelki wypadek (-;

    1. O to się właśnie rozchodzi w podróżowaniu (-:, Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Jednakże im więcej starań, tym większa satysfakcja, tym większe doświadczenie i tony wspomnień. Kartka z Podróży jest właśnie po to.

      Teraz traktujemy bloga jako formę ekspresji siebie, wypowiedzi naszych obserwacji z podróży oraz swego rodzaju retrospekcję, do której miło zawsze wrócić po latach. Zdecydowanie hinduski ślub jest jednym z tych wartościowych wspomnień. (-:,

  2. Bardzo ciekawy opis. Przeczytałem z zainteresowaniem. Zaciekawiło mnie jednak, że obrzędy dostosowują się do postępu. Kiedyś pan młody jechałby na koniu, dziś wykorzystuje konie mechaniczne… świat idzie naprzód nawet w przypadku takich rytuałów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *