Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp

Nadeszła pora wygrzać kości. Przyszedł czas rozpieścić ciało dłońmi masażysty/tki, parą buchającą  znad rozgrzanych kamieni prywatnej sauny. Ale najpierw wziąć prysznic jak „cywilizowani” i założyć czyste ubranie, wyczesać trawę z włosów – w końcu SPA zobowiązuje. Dwupokojowy apartament w pakiecie „Pamper” dla dwojga to luksus, pomijając założenie, iż po 3 nocach spania byle gdzie nasze wymagania nie będą zbyt wygórowane. Własna wanna z „bąblami” była zaskoczeniem, ale nie po to przyjechaliśmy do Hanmer Springs, by delektować się hotelowym wnętrzem. Wszak czekał nas masaż, sauna i dwa dni korzystania z basenów i gorących źródeł kompleksu rekreacyjnego. Ubrani w białe szlafroczki i puchate kapcie poddaliśmy nasze ciała zabiegom relaksacyjnym.

Do wód!

Trudno jest mi nie ulegać pokusie porównywania różnych miejsc. Człowiek, który raz już coś ciekawego widział i doświadczył, staje się bardziej wybredny wobec tego, co spotyka go później. I tak dla podsumowania powiem, że warto do Hanmer Springs pojechać, żeby urozmaicić sobie czas. Jednak jeśli spytacie mnie o szczegóły, odpowiem: najlepsze masaże robią w Tajlandii, nawet jeśli leżysz na podłodze a obok za kotarą stękają jeszcze inni goście; gorących źródeł szukajcie na Islandii, i to nie w osławionej Blue Lagoon, lecz w kameralnym Mývatnn. Sauna… już szperam w pamięci – to Taunus Therme w miasteczku Bad Homburg (Hesja, Niemcy) za ogromny wybór rodzajów saun i ten niemiecki obyczaj świecenia gołym tyłkiem bez krępacji. „Do wód” tylko do Krynicy Górskiej na Zubera. A jeśli zaś chodzi o park wodny, to Siam Park na Teneryfie i kropka.

Nie, ja nie marudzę. Ja po prostu wiem, że miejsca idealne, to te których jeszcze nie odwiedziłam albo te, które pielęgnuję w pamięci, bo przywołują uśmiech na twarzy. Kiedyś pomyślę o Hanmer Springs i przypomnę sobie jak dobrze było zrelaksować się po wydarzeniach z 22 lutego; o białych szlafrokach i pachnącym maśle do ciała, o ciepłej wodzie w basenie i wspomnę też smak frytek z wilca ziemniaczanego (kumara). I znowu się uśmiechnę.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *