X
poradnik

Aparat dla podróżnika – Sony a6000 vs Fujifilm X-E2 (cz. 3)

22 listopada 2015 10

Jaki aparat zabrać ze sobą w podróż? Jeżeli takie oto właśnie pytanie od pewnego czasu kołata Ci w głowie i spędza sen z powiek, to dobrze trafił(e/a)ś. Jakże dużo jednak zależy od tego małego urządzenia, czy uda się uwiecznić te niezapomniane chwile z naszych podróży i zabrać choć namiastkę ze sobą z powrotem do domu.  W tym krótkim wpisie postaram się podzielić z Tobą swoimi doświadczeniami z użytkowania aparatów Sony a6000 oraz Fujifilm X-E2. Może na wstępie warto podkreślić, że wszelkie tutaj zawarte informacje są przepełnione moimi osobistymi obserwacjami i na pewno jest w nich odrobina subiektywności.

Dlaczego akurat te dwa aparaty? Nie mogę tutaj podać jednoznacznej odpowiedzi, jednakże na drodze stronniczej selekcji wylądowałem z tymi dwoma systemami, z których regularnie i naprzemiennie korzystam. Oczywiście nie od razu było oczywiste, że chcę zabierać ze sobą w podróż bezlusterkowce z matrycami APS-C. Tu i ówdzie jesteśmy zasypywani ogromem informacji i kampanii reklamowych, które nie pomagają nam i tak w trudnym wyborze. Często wybór systemu jest ukierunkowany mało racjonalną argumentacją przesączoną upodobaniami, przyzwyczajeniami, itp. i to w tym wszystkim jest najpiękniejsze, bo to czym fotografujemy, także w pewien sposób odzwierciedla nas samych.

Jak to się zaczęło?

Swoją przygodę z fotografią rozpocząłem (nie wliczając aparatu kompaktowego Vivitar EZ Point’n’Shoot Big View, który otrzymałem za zajęcie 2 miejsca w konkursie wiedzy o Grójecczyźnie) od pancernej lustrzanki ze Związku Radzieckiego o uroczej nazwie Zenit 12xp. Był to aparat mojego brata, który już od pewnego czasu leżał i kurzył się na półce. Jak nie wziąć go do ręki i pstrykać niczym opętany? Jednakże tak na serio łyknąłem bakcyla, kiedy przeszedłem za sprawą mojego znajomego ze studiów na system Minotla MD. Jakaż to była przyjemność cykać zdjęcia w Bieszczadach na negatywach i pozytywach Fujifilm czarnym aparatem Minolta X-700. Do tego nigdzie nie ruszałem się bez moich ulubionych dwóch obiektywów stałoogniskowych, tj. Minolta MD 24mm f2.8 oraz Minolta MC 135mm f2.8. Więcej mi do szczęścia nie było potrzebne i to właśnie w tym okresie wyrobiłem w sobie pewne przyzwyczajenia fotograficzne.

Potem były już tylko aparaty z funkcją automatycznego nastawu ostrości takie jak Minolta 700si, Canon 300D, Canon 40D i na koniec Nikon d800. Każdy z nich rewelacyjnie spełniał swoje zadanie i dobrze służył. We wszystkich jednak stosowałem już tylko obiektywy zmiennoogniskowe. Chodziło o to, żeby za dużo ze sobą nie dźwigać i zawsze być gotowym nacisnąć spust. W całej tej automatyce gdzieś umknął czar i emocje związane z wyzwoleniem migawki. Przechodząc sukcesywnie na korpus z coraz to wyższej klasy zauważyłem, że wraz z ceną zwiększają się także gabaryty i waga. Kiedy wylądowałem w podróży z Nikonem d800 oraz Nikkorem 24-70mm f2.8, to zauważyłem, że coraz rzadziej sięgam po aparat. Jakość zdjęć nawet i teraz nie ma sobie równych, ale co z tego, skoro w podróży ze względu na swoje gabaryty się nie sprawdzał i obciążał nadwątlone ramię strudzonego podróżnika.

Po kolejnej kradzieży aparatu, tym razem było to na ulica Arbat w Moskwie, zacząłem się zastanawiać, czego mi tak naprawdę trzeba? Takiego małego cudaka, który zawsze będzie mi towarzyszył w podróży, nie będzie się rzucał w oczy i będzie na każde moje zawołanie. Czegoś, co pomimo swojej kompaktowości zapewni mi surowe zdjęcia dobrej jakości (i stąd wybór matrycy APS-C) oraz zróżnicowaną ofertę wymiennej optyki wysokiej jakości. I tak trafiłem na dopiero rozwijający się wtedy rynek aparatów bezlusterkowych. To właśnie było coś, czego szukałem. Bez zawahania się ani chwili zakupiłem Sony NEX-5, który był ze mną na niejednej wyprawie (Kaukaz, Himalaje, Pamir, Gobi, itd.) i zawsze sprawował się rewelacyjnie. Potem przesiadka na nowszy model Sony a6000, który mam do dzisiaj. Jednakże w systemie Sony E (NEX) czegoś mi brakowało. Tego czaru manualnej Minolty oraz solidnie wykonanych obiektywów o wzorowych parametrach optycznych. I tutaj z pomocą przyszedł system bezlusterkowców od Fujifilm. (-:,

Pierwsze wrażenia

Kiedy weźmiemy do ręki Sony a6000, to od razu się przekonamy, że mamy do czynienia z dobrym kawałkiem inżynierskiej roboty prosto z Japonii o nowoczesnej stylistyce. Solidne wykonanie z dobrej jakości materiałów syntetycznych oraz rzetelne wykończenie szczegółów dają nam odczucie, że nie zawiedziemy się na tym sprzęcie. Mówię tutaj jednak tylko o samym korpusie. Osobiście używam tego aparatu razem z zoomem Sony 18-55mm f3.5-5.6, który pewnie leży w ręce i dobrze się komponuje w całą ergonomią a6000.

Sam aparat jest dość mały i dlatego bez większych problemów możemy obsłużyć go jedną ręką. Wysunięty do przodu uchwyt, w którym mieści się bateria oraz karta SD, pozwala stabilnie trzymać korpus i jednocześnie manipulować wszelkimi dostępnymi funkcjami przy użyciu tylko kciuka i palca wskazującego. Jak dla mnie dobrze przemyślana konstrukcja. Drugą ręką możemy trzymać obiektyw lub po prostu drapać się za uchem.

Naprawdę nie mam większych zastrzeżeń co do tego czarnego cudeńka. Niektórzy narzekają, że przycisk nagrywania filmów nie jest najlepiej usytuowany, co mogę potwierdzić. Poza tym mnie osobiście jeszcze nie podoba się dość ograniczona kontrola nastawy ekspozycji. We współczesnych aparatach cyfrowych nie robi się już tego tylko przy pomocy przesłony oraz czasu, ale także i zmianą wartości ISO. I tutaj z pomocą przychodzi właśnie Fujifilm, który daje mi to bez dłubania gdzieś głęboko w ustawieniach. Wystarczy przekręcić pierścień przysłony w obiektywie i nagle z trybu automatycznego przechodzimy na preselekcję przysłony. Tak samo też jest w przypadku preselekcji czasu i stylowego pokrętła z czasami na górnym panelu. Z łatwością możemy w Fujifilm wymusić nastawy i w pełni korygować ekspozycję pokrętłem korekcji, który pozwala na regulację trzech działek w obydwu kierunkach. Pozostaje tylko ustawić w menu maksymalne ISO oraz minimalny czas wyzwolenia migawki, żeby w pełni kontrolować uzyskany wynik. Bardzo wygodna sprawa.

Pod względem ergonomii Fujifilm to mój faworyt i między innymi dlatego zdecydowałem się na ten system. Dużą zaletą tego systemu w moim odczuciu jest wyeksponowanie wszelkich potrzebnych mi pokręteł w zasięgu palców. Ten japoński producent z wieloletnim stażem w branży fotograficznej zdecydował się przywrócić pierścień nastawy przysłony w swoich obiektywach oraz umieścić pokrętła nastawy czasu oraz korekcji ekspozycji w zasięgu kciuka. I właśnie tym skradł moje serce i pozwolił mi na nowo odświeżyć swoje przyzwyczajenia z systemu Minolta MD, na powrót wejść do swojej strefy komfortu fotografa i za to Fujifilm bardzo dziękuję.

Sam Fujifilm X-E2 sprawia dobre pierwsze wrażenie. Wydaje się nam, że mamy do czynienia z jakimś starym aparatem dalmierzowym z lat 70-tych. Trochę jak aparat średnioformatowy Zeiss Ikon Ikonta mojego taty, który co roku braliśmy w podróż po Polsce. Dopiero kiedy zerkniemy przez elektroniczny wizjer lub dostrzeżemy 3-calowy wyświetlacz, zdamy sobie sprawę, że to nafaszerowane nowoczesną elektroniką urządzenie o stylistyce retro. Plastikowa obudowa jest dobrym kompromisem między solidnością wykonania i wagą aparatu. A przysłowiową wisienką na czubku tortu jest możliwość wkręcenia mechanicznego wężyka spustowego w gwintowany otwór na górze przycisku wyzwolenia migawki. Czyż to nie jest czadowe? Kupiłem kiedyś takie małe cudo Zeissa na giełdzie fotograficznej w Stodole na ulicy Batorego w Warszawie i pasuje. (-:,

Optyka

Aparat Sony a6000 jest standardowo wyposażony w obiektyw 16-50mm f3.5-5.6, którym nie należy sobie nawet zawracać głowy. Jest to obiektyw zmiennoogniskowy, który jest obarczony bardzo poważnymi wadami optycznymi takimi jak dystorsja beczkowa, aberracja chromatyczna, czy winieta. Zostawmy ten obiektyw na imprezy urodzinowe z balonikami lub imprezy imieninowe z dobrze schłodzoną wódką marki Sobieski i śledzikiem. Wtedy faktycznie jakość obrazu tak bardzo się nie liczy. Poza tym to szkło jest z serii Power Zoom, tj. niemiłosiernie pożera energię z baterii, a długo trzymająca bateria w podróży to podstawa.

Ja skusiłem się na Sony 18-55mm f3.5-5.6 do a6000 i jestem od kilku lat zadowolonym użytkownikiem. Pomimo iż obiektyw jest względnie tani, to możemy liczyć na żyletę w centrum kadru. Po brzegach lekkie mydło, ale pamiętajmy, że to wszystko jest na 24 megapikselowej (6000 x 4000) matrycy i po zmniejszeniu zdjęcia (decymacji) do np. 4000 pikseli jesteśmy w stanie uzyskać wartościowy obraz. Wszelkie niedoskonałości typu winieta lub aberracje chromatyczne są przyzwoicie korygowane na poziomie oprogramowania. Jeżeli zdjęcia tutaj na blogu są wykonane aparatem Sony, to właśnie przy wykorzystaniu zoomu 18-55mm.

Dlaczego iść na kompromis i nie wybrać lepszego obiektywu? Problem jest w tym, że nie za bardzo jest w czym wybierać. Zestaw obiektywów do systemu Sony E (NEX) w dalszym ciągu nie jest kompletny. Można zamocować szkła innych producentów przy pomocy przejściówki/adapteru, ale wtedy niestety tracimy jedną z największych zalet Sony a6000, tj. małe gabaryty. Podróżowałem z obiektywem Sony 18-55mm po Islandii w środku zimy, koleją przez całą Azję z Warszawy do Kunming w Chinach, razem z tym obiektywem wszedłem na Pik Lenina i nigdy mnie nie zawiódł. Wydaje mi się, że w podróży ważne jest, żeby sprzęt, którym fotografujemy był zawsze pod ręką i bez jakichkolwiek kaprysów pozwalał nam zapisać na karcie pamięci te wszystkie niepowtarzalne i ulotne chwile. W tym przypadku na system Sony-E mogę liczyć i zabieram go ze sobą w przyszłym tygodni na Aconcaguę.

Jeżeli mi tak dobrze służy Sony, to dlaczego szukać nowych wrażeń w systemie Fujifilm? Ano dlatego, że w moim odczuciu w aparacie X-E2 jest dusza a seria obiektywów Fujinon X ma naprawdę wiele do zaoferowania. Cała gama obiektywów stałogniskowych, to naprawdę bardzo dobry warsztat rzemieślniczy dopracowywany w Japonii przez lata. Posiadam stałki Fujinon 14mm f2.8 oraz 56mm f1.2 i w plener się bez nich nie ruszam. Obiektyw szerokokątny o ogniskowej 14mm jest pozbawiony praktycznie jakichkolwiek wad, co powoduje, że zdjęcie z aparatu z mniejszą matrycą (-: bo X-E2 ma tylko 16 meagapikseli ) jest całkowicie użyteczne i nie trzeba stosować prawie wcale komputerowych technik poprawy jakości obrazu. Natomiast obiektyw portretowy o ogniskowej 56mm już nawet przy otwartej przysłonie f1.2 oferuje nam żyletę w centrum kadru. Jak się tym nie zachwycać?  Jednym z mankamentów jest dość wygórowana cena za system Fujifilm, jednakże takie rzeczy się kupuje na lata.

Diabeł tkwi w szczegółach

No właśnie, wydaje się, że obydwa aparaty idealnie się nadają w podróż. W takim razie jak się zdecydować? Który aparat lepiej spełnia moje oczekiwania? Diabeł tkwi w szczegółach i te wszystkie detale mogą mieć wpływ na to, który bardziej przypadnie nam do gustu.

  1. Rozmiar
    W podróży bardzo dużą wagę przykładam do rozmiaru i wagi bagażu. Czasami jest to plecak wędrowca, innym razem walizka wygodnickiego turysty łikendowego, jednakże staram się nie brać niepotrzebnych rzeczy. I dlatego rozmiar aparatu ma dla mnie duże znaczenie. Sony a6000 w połączeniu z Sony 18-55mm jest bardzo kompaktowym rozwiązaniem i dobrzy leży w rękach. Fujifilm mniej atrakcyjnie wypada na tle Sony, szczególnie kiedy zabieramy ze sobą kilka stałek Fujinona.
  2. Wyświetlacz
    Wyświetlacze są bardzo podobne w obydwu aparatach z tą jednak subtelną i znaczącą różnicą, że Sony a6000 ma ruchomy. Pozwala to na wykonanie zdjęcia z perspektywy żaby (lub mrówki) lub sponad głów otaczającego tłumu. Z drugiej zaś strony brak ruchomego wyświetlacza w X-E2 pozwala utrzymać Fujifilm unikalny retro charakter. W prostocie jest piękno.
  3. Wizjer
    Zarówno jeden jaki i drugi aparat posiada elektroniczny wizjer. W przypadku Fujifilm jest lepszej jakości i pozwala fotografowi nawiązać kontakt ze światem przez obiektyw. Daje prawie takie same możliwości jak w aparatach dalmierzowych. W Sony z wizjera korzystam tylko w przypadku silnego światła, kiedy na wyświetlaczu nic nie widać. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy gdzieś pośrodku lodowca przy pełnej lampie. Wtedy nie sposób cokolwiek zobaczyć na błyszczącym wyświetlaczu i pomocny okazuje się wizjer. Nie raz i nie dwa to udogodnienie mi się przydało.
  4. Żywotność baterii
    W przypadku aparatów bez lustra żywotność baterii od zawsze była wyzwaniem. Sprawa się poprawia, jednakże nadal nie jest to, czego byśmy się wszyscy spodziewali. Spowodowane jest to pracą wyświetlacza lub elektronicznego wizjera w trakcie wykonywania zdjęcia oraz systemem nastawy ostrości zintegrowanym z matrycą aparatu. W tym przypadku Sony wypada znacznie lepiej. Z doświadczenia mogę powiedzieć/napisać, że przy roztropnym wykorzystaniu baterii możemy fotografować nawet przez cały tydzień na jednym akumulatorze. Na pewno musimy mieć jedną lub dwie zapasowe baterie ze sobą i najlepiej, żeby były to oryginały prosto od producenta lub sprawdzone substytuty. Poza tym ważne jest też, szczególnie w warunkach zimowych, żeby trzymać baterie w ciepłym i suchym miejscu, np. w wewnętrznej kieszeni gdzieś blisko ciała.
  5. Ładowanie baterii
    Fujifilm X-E2 posiada oddzielną ładowarkę do akumulatorów, podczas gdy baterię Sony można ładować bezpośrednio przez wewnętrzne gniazdo mikro USB w aparacie. Jest to dla mnie bardzo duża wygoda w podróży ze względu na redukcję liczby zbędnych kabli oraz możliwość ładowania bezpośrednio z gniazda zapalniczki w samochodzie. Dramatyczna wizja rozładowanej baterii w aparacie zawsze towarzyszy mi w podróży, dlatego dobrze jest mieć do wyboru kilka opcji podładowania chociaż tych kilku procentów.
  6. Filtr mozaikowy
    I tutaj jest wielka różnica między obydwoma aparatami. Różnica, która może okazać się krytyczna dla tych, co pracują na surowych plikach RAW. W Sony mamy standardowe rozwiązanie Bayera, natomiast Fujifilm stosuje swój własny wynalazek o tajemniczej nazwie X-Trans. Zaletą X-Trans jest nieregularny, niezauważalny dla ludzkiego oka rozkład szumu. Niektórzy twierdzą, że dzięki swojej losowości w losowości szum przypomina rozkład ziarna na błonie analogowej. Inną zaletą jest brak potrzeby stosowania filtrów dolnoprzepustowych, które redukują ostrość obrazu. Z drugiej jednak strony X-Trans gorzej sobie radzi w niektórych szczególnych przypadkach z efektem mory.
  7. Praca autofokusu
    To jest parametr, gdzie Sony a6000 błyszczy w porównaniu do innych bezlusterkowców na rynku. Jakże ważne jest, żeby nasze zdjęcie w podróży było nie tylko dobrze skadrowane, ale i ostre. Fujifilm X-E2 nie jest w stanie dorównać do poziomu wysoko ustawionego przez Sony, zwłaszcza w słabych warunkach oświetleniowych. Co prawda po wioskach krążą pogłoski, że niebawem ma się pojawić aktualizacja oprogramowania w Fujifilm, która zwiększy czułość algorytmów automatycznego nastawu ostrości.
  8. Rozpiętość i rozdzielczość tonalna
    Tak się składa, że zarówno Sony a6000 jaki Fujifilm X-E2 stosują matryce tego samego producenta, którym jest nikt inny jak Sony. Z tego punktu widzenia obydwa aparaty powinny mieć podobne osiągi, jednakże diabeł tkwi w szczegółach. W Sony a6000 matryca jest nowszej generacji i dlatego też ma lepszą charakterystykę pod względem rozpiętości i rozdzielczości tonalnej. To na pewno jest dobra wiadomość dla tych, którzy pracują na plikach typu RAW.
  9. Film
    Co tu wiele pisać, Fujifilm nie jest stworzony z myślą o kręceniu filmów. Obydwa aparaty mają te same parametry w tabeli specyfikacji, jednakże ze względu na filtr mozaikowy X-Trans oraz brak filtru dolnoprzepustowego Fujifilm nie radzi sobie zupełnie z efektem mory. Nie bądźmy więc rozczarowani, jeżeli podczas przeglądania surowego materiału filmowego (ang. footage) z Fujifilm na koszuli w kratkę naszego modela ukaże się jakaś nienaturalna tekstura.

W jaką podróż?

Dlaczego więc posiadam dwa aparaty? Dlatego, że często podróżujemy razem z Patrycją i ona zawsze uzurpuje sobie prawo do pstrykania Fujifilm X-E2, a ja noszę tylko obiektywy. (-:,  Mnie w takim przypadku pozostaje poczciwy Sony a6000. Nie jest to jedyna przyczyna. W zależności o charakteru i specyfiki podróży wybieram albo jeden, albo drugi system.

  1. Sony a6000
    Zabieram go ze sobą na wszelkiego rodzaju gry i zabawy na świeżym powietrzu. Jest to aparat bardziej kompaktowy i łatwo go mieć zawsze pod ręką. Mówię tutaj o wszelkiego rodzaju aktywnościach outdoorowych. Może to być wyprawa kajakiem po fiordach w krajach nordyckich, przemierzanie piaszczystych i ziejących pyłem pustkowi na pustyni Gobi lub wyprawa wysokogórska do serca gór Pamir.
    W takich warunkach czasami nie ma za wiele czasu, żeby zastanawiać się nad najbardziej optymalnymi ustawieniami ekspozycji. Liczy się, żeby szybko zrobić zdjęcie. Szybko włączyć aparat, wykadrować przy wykorzystaniu zooma, złapać ostrość i wyzwolić migawkę. Nie czasu na pitu, pitu, tylko szybka fota i dalej w drogę.
    Poza tym aparat w porównaniu do systemu Fujifilm z kilkoma obiektywami jest stosunkowo tani i nie żal będzie będzie go utopić w fiordzie, wrzucić do szczeliny lodowcowej lub przemrozić na wylot pośrodku krateru wulkanu gdzieś na Islandii.
  2. Fujifilm X-E2
    Tutaj sytuacja jest zupełnie inna. Jak wcześniej wypominałem aparat daje pełną kontrolę użytkownika nad ustawieniem wszelakich parametrów począwszy od ekspozycji, poprzez głębię ostrości i uchwycenie ruchu w kadrze, a skończywszy na znalezieniu najbardziej optymalnych ustawień obiektywu, aby uzyskać idealnie skorygowane optycznie zdjęcie (z małą winietą, aberracjami chromatycznymi, flarą, komą, czy dystorsją).
    Fujifilm zabieram ze sobą w plener, gdzie mogę się skupić na samym procesie wykonania zdjęcia i rozkoszować się możliwościami tego aparatu w połączeniu z dobrą optyką. Może to być fotografia uliczna w Kopenhadze, Warszawie, Marrakeszu lub Trondheim, gdzie warto podkreślić szczególne walory estetyczne fotografowanego miejsca. Gdzie nie możemy sobie pozwolić na zniekształcenia obrazu, bo ludzkie oko bardzo łatwo wychwyci zniekształcenia linii prostopadłych i równoległych w architekturze.
    Z Fujifilm mogę więcej, ale potrzebuję więcej czasu i nie przeraża mnie wizja noszenia więcej niż jednego obiektywu ze sobą. Przecież co jakiś czas trzeba będzie zmienić szeroki kąt na coś dłuższego. Poza tym fotografowanie stałkami daje ten komfort, że dokładnie wiemy jaki efekt uzyskamy każdym z obiektywów, które mamy w torbie. Przy pewnej wprawie wystarczy tylko się rozejrzeć dokoła i kadry same wpadają w oko, i od razu widać, który obiektyw będzie się idealnie nadawał, żeby oddać zamysł kiełkujący w głowie fotografa.

O swoich spostrzeżeniach związanych z fotografowaniem z podróży pisałem też już trochę wcześniej we wpisie zatytułowanym Aparat dla podróżnika (cz. 1). Pisałem tam nie tylko o bezusterkowych, ale i lustrzankach z aparatami kompaktowymi, które też zwykłem zabierać na wycieczki te bliższe i dalekie. Dzielę się tam też doświadczeniami z różnych wojaży z aparatem w ręce.

Wywoływanie RAWów

Bardzo często zdjęcia zapisane przez aparat na karci pamięci w postaci JPG są wystarczające, jednakże to właśnie pracując na RAWach jesteśmy w stanie dopieścić zdjęcie do perfekcji, według naszego subiektywnego wyczucia. Zdecydowanie polecam zapisywać zdjęcia jednocześnie w formacie JPG i RAW. JPGa, który zajmuje znacznie mniej miejsca na karcie pamięcią możemy praktycznie od razu opublikować i lub przesłać dalej. Natomiast na wybranych RAWach możemy popracować po powrocie do domu z wojaży w domowym zaciszu. Praca na surowych plikach jest dość czasochłonna i takie programy jak Adobe Camera Raw/Lightroom (ACR/LR) lub Capture One (C1) oferują szeroką gamę opcji, które pozwolą nam przy odrobinie wprawy osiągnąć zamierzony wynik.

Wspominałem już wcześniej, że Sony a6000 oraz Fujifilm X-E2 mają matryce lekko różniące się od siebie. Mowa tutaj o liczbie megapikseli, rozpiętości tonalnej, rozdzielczości tonalnej oraz filtrze mozaikowym. Wszystkie te cechy powodują, że praca na plikach typu RAW diametralnie się różni w tych dwóch systemach. Różne rozwiązania i technologie wymagają też innych algorytmów przetwarzania obrazu przy wywoływaniu zdjęć z surowych plików. Dlatego należy liczyć się z tym, że oprogramowanie wywołujące JPGi z RAWów może dawać różne wyniki w zależności od producenta i aparatu, jakim fotografujemy.

Bardzo dobitnym przykładem są surowe pliki pozyskane z matryc w aparatach Fujifilm. Ten japoński producent bezlusterkowców zastosował niestandardowy filtr mozaikowy (ang. Color Filter Array) na elementach światłoczułych o nazwie X-Trans. Ze względu na tą unikatowość ACR/LR najzwyczajniej nie jest w stanie sobie poradzić z tym rozwiązaniem i przy wywołaniu tracimy bardzo dużo szczegółów w obrazie. Cały mikrokontrast, który jesteśmy w stanie uzyskać przy pomocy bardzo dobrej optyki Fujinon gdzieś znika, jest tracony bezpowrotnie. I tutaj zła wiadomość, dla miłośników ACR/LR, którzy mają już dobrze wypracowany cykl przetwarzania/wywoływania zdjęć (ang. workflow), ponieważ oprogramowanie oferowane przez Adobe się nie nadaje.

Wraz z zaletami filtru mozaikowego X-Trans, o których pisałem powyżej, idą także pewne nieudogodnienia. Nowy układ składowych podstawowych na matrycy kolorów wymaga nowych algorytmów demozaikowania, które przez ACR/LR nie są efektywnie zaimplementowane. ACR/LR najzwyklej generuje z RAWów obraz lekko rozmyty i pełen artefaktów, który w przypadku profesjonalnej fotografii nie jest do zaakceptowani. Co robić? I tutaj z pomocą przychodzi C1. Pracując w tym programie na surowych plikach z Fujifilm od razu zauważamy zdecydowaną poprawę wywołanego obrazu. Rezultaty z C1 naprawdę potrafią zachwycić i zrekompensować cały trud przygotowania zdjęcia do publikacji.

W przypadku wywoływania zdjęć z Sony a6000, który jest wyposażony w standardowy filtr Bayera, zarówno C1 jak i ACR/LR bardzo dobrze sobie radzą. Ja osobiście korzystam z ACR, w którym bardzo szybko możemy uzyskać zadowalający obraz. Tutaj mogę powiedzieć, że Sony a6000 jest dobrym rozwiązaniem, dla tych, którzy pracują na RAWach i mają już dobrze wyrobiony tryb pracy w ACR/LR. Wiadomo, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i trudno jest zmienić cały warsztat pracy z dnia na dzień. Jako dobrą wiadomość mogę dodać, że Adobe współpracuje z Fujifilm nad tym zagadnieniem i w nowych wersjach oprogramowania już nie ma tak doskwierających artefaktów. Jednakże dopóty ten japoński producent będzie wypełniał tylko drobną niszę na rynku aparatów fotograficznych (w porównaniu z takimi gigantami jak Canon, Nikon, czy Sony), to nie możemy liczyć na to, że wielkie koncerny takie jak Adobe będą kłaść duże fundusze na opracowywanie rozwiązań dedykowanych tylko dla Fujifilm.

Temat obróbki (wywoływania i postprodukcji) zdjęć jest bardzo obszerny i można też pisać o tym epopeje. We wpisie zatytułowanym Aparat dla podróżnika – Od wyzwolenia migawki do publikacji (cz. 2) postarałem się wyróżnić kilka szczególnych aspektów związanych z przetwarzaniem obrazu, które wydają mi się dość uniwersalne i jak najbardziej adekwatne dla podróżników.

Sucha specyfikacja

 Sony a6000Fujifilm X-E2
Rozdzielczość matrcy24 MP16 MP
Rozmiar zdjęcia6000 x 40004896 x 3264
Rozmiar sensoraAPS-CAPS-C
Filtr mozaikowy (CFA)BayerX-Trans
Najkrótszy czas wyzwolenia migawki1/4000 s1/4000 s
Mocowanie obiektywówSony E (NEX)Fujifilm X
Rozdzielczość wizjera elektronicznego1.440.0002.360.000
Ruchomy wyświetlaczTAKNIE
Żywotność baterii (CIPA)420350
Waga (z baterią)344 g350 g
Wymiary120 x 67 x 45 mm129 x 75 x 37 mm
Film1920 x 1080 (60p)1920 x 1080 (60p)
Cena (2015-11-21)2400 PLN2700 PLN

Na zakończenie

Jestem przekonany, że zarówno Fujifilm X-E2 jak i Sony a6000 będą dobrze służyć nam w podróży. Mam jednak nadzieję, że tych kilka moich przemyśleń pozwoli Ci wybrać swój idealny aparat na następne wojaże. Pamiętajmy też, że technologia zmienia się z dnia na dzień i niebawem pojawią się nowe modele na rynku. Przykładowo na początku przyszłego roku Fujifilm wypuści na rynek długo oczekiwany aparat z wyższej półki X-Pro2. Jest to rarytas, który usprawni kilka niedociągnięć aktualnie widzianych w systemie Fujifilm, ale jednocześnie zachowa swoją unikatowość, stylistykę, czar oraz wachlarz rewelacyjnych obiektywów. Oczywiście Sony też nie śpi i lada moment w sprzedaży powinni się pojawić następcy a6000, tj. a61000 (lub a6500) oraz a7000. Po Sony możemy się spodziewać, że będą to bezlusterkowe korpusy jeszcze bardziej naszpikowane nowymi technologiami i elektroniką. Sony jako wiodący na rynku producent matryc i tym razem nas nie zawiedzie. Miejmy nadzieję, że wraz z nowymi aparatami pojawią się też ciekawe obiektywy.

Na zakończenie dodam, że ten artykuł nie jest w żaden sposób sponsorowany i nie mam jakiejkolwiek intencji promować określonych marek aparatów. Napisałem, co myślę o dwóch aparatach po około dwóch latach użytkowania w różnych okolicznościach i warunkach. Jeżeli masz jakieś dodatkowe pytanie lub najzwyczajniej nie zgadzasz się z niektórymi moimi spostrzeżeniami, to napisz o tym w komentarzach poniżej.

Przeczytaj też...

1

Jest 10 komentarzy

  • Ewa | Daleko niedaleko napisał(a):

    Ciekawa analiza! Ja jestem od ponad dziesięciu lat wierną użytkowniczką aparatów marki Canon (komentarz nie jest sponsorowany 😉 ), czyli odkąd kupiłam pierwszy cyfrowy kompakt tej firmy (wcześniej używałam kliszowej małpki). Wraz z rozwojem umiejętności przyszedł czas na lustrzankę i tak stałam się szczęśliwą posiadaczką świentego Eosa 30D, a potem jeszcze świetniejszego 60D. W zapasie mam tez zawsze wodoodporny kompakcik, który służy jako alternatywa kiedy nie bardzo mam możliwość albo ochotę robienia fot lustrzanką no i do zdjęć z nurkowania oczywiście. O bezlusterkowcach słyszałam już dużo dobrego, szczególnie pod względem ich wielkości i poręczności w podróży ale póki co nie umiem się przekonać, za bardzo jestem zżyta z moją lustrzanką 🙂

  • Darek | Przedeptane.pl napisał(a):

    Ha, długo czekałem na ten wpis 🙂 Też przerabiałem niedawno podobne dylematy, ostatecznie przesiadłem się z lustrzanki pełnoklatkowej Canona na Olympusa EM1, ale bardzo długo rozważałem właśnie Fuji. Ostatecznie zwyciężyła mniejsza matryca, ponieważ system Mikro43 ma super lekkie obiektywy, a więc mogę nosić całe spektrum – od szerokokątnych po superdługie szkła (odpowiednik 600mm), a całość waży mniej niż pełna klatka z jednym obiektywem 🙂 Myślę, że bezlusterkowce (Mikro43, Fuji, Sony itp.) wygrały już tę wojnę – w podróży nie ma lepszego rozwiązania.

    • Tak, bez dwóch zdań. Obiektywy w systemie Micro 4/3 są nieporównywalnie mniejsze do stosowanych np. w lustrzankach pełnoklatowych. Technika prze do przodu na naszych oczach i parametry nawet małych matryc pozwalają na wykonanie zdjęć nadających się do publikacji.

      W pewnym momencie wybór systemu wśród bezlusterkowców to już bardziej kwestia subiektywnych upodobań. Teraz nie wyobrażam sobie, jak miałbym podróżować z lustrzanką pełnoklatkową na ramieniu (lub w plecaku). (-:,

  • polakogruzin napisał(a):

    Dzięki za ekspercki wpis z rana. Ja cały czas szukam sprzętu dla siebie a tak to robię zdjęcia tylko komórką.

    • Oj tak, jest dużo wygody w tych małych aparatach cyfrowych w telefonach. Ja niebawem będę eksperymentował z kamerkami sportowymi, ponieważ są właśnie bardzo małe i też teraz technologia pozwala, że robią wystarczająco dobre zdjęcia do publikacji.

  • Marcin W napisał(a):

    Używałem kiedyś przez dłuższy czas Fujifilm X-100 i byłem bardzo zadowolony. Potem wróciłem do lustrzanek, by teraz znów wracać do mniejszych rozmiarów. Wydaje mi się, że z czasem wygoda odgrywa wielką rolę. Bardzo dobra recenzja!

  • Pola (Jetting Around) napisał(a):

    Swietne informacje dla kogos szukajcego nowego aparatu! Trzeba przyznac, ze zdjecia prezentuja sie znajomicie. Ja od lat uzywam Canona i przyznam, ze lubie dzwigac te ciezary… Tylko czasami marzy mi sie cos dobrego „do torebki,” bo telefonem zdjec robic nie lubie 🙂

  • Fuji Rumors napisał(a):

    […] Sony a6000 vs Fujifilm X-E2 in Polish at kartkazpodrozy (translation) […]

  • Konrad napisał(a):

    Zastanawiałem się nad zakupem Soniacza A6000 nawet go kilka razy brałem do ręki, ale nie pasuje mi jego toporna obudowa i mały grip i brak stabilizacji matrycy.

    • Łukasz Kocewiak napisał(a):

      I na co ostatecznie się zdecydowałeś? Dla mnie to jest aparat do zadań specjalnych. Mały, poręczny, dość wytrzymały i nie szkoda, kiedy się porysuje. Odnośnie IBIS to pomyśl o może o a6500, który właśnie co wchodzi na rynek.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *