X
Kirgistan, relacje

Na koń, człowieku! Czyli jak poradzić sobie w siodle po kirgijsku

14 listopada 2015 6

Na horyzoncie pojawia się malutka sylwetka. Człowiek na koniu szybko zbliża się do nas. Drobny, zasuszony mężczyzna uśmiecha się serdecznie. Podaje mi konia i wskazuje ręką na majaczące w oddali jurty. Panowie pójdą teraz pieszo ale jutro wszyscy wsiądziemy na konie. Jak zostaliśmy jeźdźcami (apokalipsy?) w Kirgistanie, chociaż jeden z nas konia widział tylko w encyklopedii? Oto napisany z przymrużeniem oka poradnik, który nauczy Cię jak zostać kirgiskim jeźdźcem i przetrwać z kirgiskimi pasterzami w jurcie gdzieś na końcu świata.

Dobry jeździec to jeździec najedzony

Po obfitym i pożywnym śniadaniu złożonym z chleba, naleśników, domowej roboty konfitur, miodu, śmietany tak gęstej jak masło energia wprost rozpiera. Zauważyłam, że gościnność Kirgizów przejawia się nie tylko w życzliwości. Oni uwielbiają dokarmiać. Stoły uginają się od jedzenia. Zawsze! A Ty, niezależnie od tego czy jesteś już najedzony, czy też stosujesz bezglutenowo-wegańsko-bezlaktozowo-marsjańską dietę musisz zjeść WSZYSTKO, bo nieładnie odmawiać gościnności.

Musisz mieć krzepę, żeby cały dzień utrzymać się w siodle, więc przygotuj się na obiad! Nie możesz pogardzić narodową potrawą Kirgizów zwaną beszbarmak (бешбармак). Masz szczęście, jeśli przyjdzie Ci ten zaszczyt wzięcia udziału w procesie przygotowawczym. Nic tak nie dodaje apetytu jak miska końskich, albo jagnięcych bebechów. Beszbarmak to rodzaj treściwego dania podawanego z makaronem i mnóstwem mięsa wraz z podrobami, bo przecież nic nie może się zmarnować. Zwierzątko zjada się dosłownie od kopytek po głowę, którą serwuje się po odpowiednik przyrządzeniu, tak, tak! Beszbarmak dosłownie oznacza „pięć palców”, ponieważ potrawę je się bez użycia sztućców. Mniam!

Dobry jeździec to bystry jeździec

Czyli taki, który sam potrafi sobie złapać konia; albo jeszcze taki, któremu koń nie nawieje. Stada wypasają się na okolicznych niegrodzonych pastwiskach. Czasami koniom o większych ambicjach traperskich krępuje się pęciny. Konia, na którym zamierza się następnego dnia pojechać gdzieś w ważnej sprawie wypada schwytać już dzień wcześniej, żeby później uniknąć usprawiedliwień typu „nie miałam czym dojechać”. Koń to na prowincji Kirgistanu dość powszechny środek lokomocji.

Dobry jeździec to cierpliwy jeździec

Doświadczył tego Kuba na przemian z Łukaszem, któremu dzień po dniu trafił się wyjątkowo zrelaksowany koń. Koń Rafał nieśpiesznie włóczył nogami potykając się o kamienie. Marzył o łąkach tak bezkresnych i obfitych, że momentami tracił kontakt z rzeczywistością i trzeba było go do niej sprowadzać stosując odpowiednio pomoce jeździeckie (sic!). Koń Rafał stał się naszym ulubieńcem. Nie poddawał się presji jeźdźca nawet, gdy ten przejawiał największą determinację przemakając do suchej nitki w strugach deszczu.

Dobry jeździec to dusza towarzyska

To nic, że bolą Cię wszystkie mięśnie; nawet te, o których nie miałeś pojęcia. Zsiadasz z konia i w radosnych podskokach witasz gości, którzy zjechali świętować czyjeś urodziny, albo imieniny. Uśmiechasz się (albo krzywisz z bólu) i nikt nie musi wiedzieć, że na koniu siedziałeś po raz pierwszy. Kilka tricków, właściwie skomponowany wyraz twarzy, odrobina nonszalancji, niewymuszonego luzu et voilà – jesteś przyjacielem wszystkich i wszyscy są Twoimi przyjaciółmi.

Towarzyski jeździec otwiera się na nowe znajomości. Dzięki takiej umiejętności może poznać przeuroczą parę młodych ludzi, którzy zamieszkali na pustkowiu, by hodować konie i owce. W skromnej chacie, na podłodze przy niskim stoliku zajada pożywny obiad (patrz punkt pierwszy), bo za chwilę znowu wyruszy w drogę.

Peak Lenin 2014

W tej rodzinie na szczęście urodził się jeden syn. Wcześniej jednak na świecie pojawiły się 3 córki. W koczowniczej kulturze kirgiskiej najmłodszy syn zawsze zostaje z rodzicami. Jeżeli syna jest brak, to takie honory czyni wtedy córka, jednakże nie jest to akceptowanie społecznie bez jakichkolwiek zgrzytów. Zawsze pozostaje lekka nuta goryczy, jeżeli kobieta/córka pełni tę funkcję.

Dobry jeździec pojedzie na wszystkim

Znacie takie powiedzenie, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy (czy jakoś tak?). Wymówki typu „gdybym miał lepszego wierzchowca, to bym pojechał na Cavaliadę”. Eeeetam! Dobry jeździec, który posiadł wiedzę tajemną z zakresu podstaw utrzymania się w siodle okiełzna każdego, nawet najbardziej opornego kopytnego czworonoga. Wiem, że raczej widział(a)byś się na dostojnym ogierze rasy fryzyjskiej, albo zgrabnym angloarabie. Być może masz już w głowie takie wyobrażenie – ty w kowbojskim kapeluszu, albo płaszczu Zorro robisz lewadę (koń unosi dwie przednie kończyny na raz) po czym nonszalancko galopujesz w stronę zachodzącego słońca unosząc za sobą chmurę kurzu. W Kirgizji człowiek nie pogardzi nawet osłem. To szczególnie polecany środek transportu dla nowicjuszy. Mali chłopcy swoje przygody z jeździectwem zaczynają od mniejszego litrażu. Trenować mogą łącząc przyjemne z pożytecznym, gdyż to do nich właśnie należy obowiązek dostarczania wody do domostw.

I na koniec… dobry jeździec to dobry człowiek

Po każdej jeździe tarmosi za grzywę swojego konia. Mówi do niego i dba, aby dobrze podjadł soczystej trawy. Klepie po szyi i pozwala się skubnąć zamszowymi chrapkami. Odchodzi do swojej jurty rozstawiając nogi na boki trochę bardziej niż zazwyczaj, unosząc za sobą ten uroczy koński zapaszek. Bo konie są super!


Powyższy tekst nie stanowi materiału edukacyjnego. Autorka nie bierze odpowiedzialności za efekty zastosowania się do zamieszczonych porad 😉

Przeczytaj też...

0

Jest 6 komentarzy

  • Traveling Rockhopper napisał(a):

    Tak z ciekawości, nie mieliście problemów żołądkowych po próbowaniu lokalnych specjalności z „mleka”?

    • Z mlekiem było w porządku. Warto mieć jednak na uwadze, że to nie nasz pierwszy wyjazd do Azji. Myślę, że po przejściach w Indiach w 2011 jesteśmy już dobrze zaprawieni w boju. Teraz staram się jeść to samo, co wszyscy dookoła i jakoś to działa.

      Natomiast po zjedzeniu na wpół surowego i niedoprawionego mięsa z miski powyżej na zdjęciu przez następne kilka dni nie miałem ochoty eksperymentować z lokalnymi przysmakami, ale tragedii nie było.

  • Tatiana napisał(a):

    Beszbarmak <3 Zgadzam się ze wszystkimi punktami, a najbardziej z ostatnim 🙂 aczkolwiek bez musu pewnie nie wsiadłabym w siodło po tym, jak moja koleżanka po jednej przejażdżce złamała sobie kręgosłup.

  • Agnieszka napisał(a):

    Koń Rafał, haha 😀 Ja tylko dwa razy w życiu jechałam na koniu (i ani razu nie umiałam wejść). Według mnie dobry jeździec musi spełniać wszystkie wspomniane przez Ciebie warunki, ale chyba jednak najbardziej ten ostatni 🙂

  • Nadia vs. the World napisał(a):

    Trudno odmówić lokalnej ludności, zwłaszcza, gdy istnieje bariera językowa i nie chcielibyśmy być odebrani za osoby nieuprzejme. Dlatego podróżowanie po takich krajach mogłoby być dla mnie wyzwaniem 😉 Bo jestem właśnie na tej diecie wegańsko-bezlaktozowo-marsjanskiej 😀

  • Marcin W napisał(a):

    Nie jeździłem nigdy konno, ale powoli się do tego przekonuję. Są bowiem miejsca na ziemi, gdzie ta umiejętność się przyda, a przy okazji pozwoli nie tylko poznać niedostępne okolice, ale także ludzi!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *