Japońska ceramika na szwedzkiej prowincji

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp

Miki Ryozo, japoński artysta ceramiki samotnie żyje i tworzy w sercu szwedzkiej Skanii. Surowy krajobraz Szwecji jak w lustrze odbija się w dziełach artysty. Nasze spotkanie to przypadek. Chcieliśmy tylko dokupić kilka skorup do kuchni, a z jego atelier wyszliśmy bogatsi o tę nową, niezwykłą znajomość. Zapraszamy na herbatkę do Mikiego.

Kartka-z-Podrozy-Japonska-ceramika-00

Na szwedzkiej prowincji

Auto mknie serpentyną drogi numer 13. Mijamy kolejną wioskę na południu Szwecji. Wszystkie osady w prowincji Skania wyglądają podobnie: drewniane domy o bordowej elewacji, białe okiennice, równo przystrzyżone żywopłoty, żółtawe łąki albo zaorane pola. Biały drogowskaz na końcu wioski Stockamöllan budzi naszą ciekawość – Miki Keramik.

Drzwi starego murowanego budynku otwiera niewysoki, posiwiały Azjata, który wita nas po Szwedzku i zaprasza do domu. Galeria ceramiki autorstwa Ryozo Miki przypomina jadalnię z nakrytym stołem. Dookoła pod ścianami wyeksponowano ceramikę dekoracyjną oraz regały uginające się od kubków i naczyń użytkowych.

Chyba domyślam się skąd Miki czerpie inspirację. Paleta barw dominujących w jego dziełach kojarzy mi się ze szwedzkim krajobrazem o tej porze roku. Bardzo wczesną wiosną niebo jest stalowo błękitne, nieco ponure, a beże i brązy to kolory uśpionej ziemi. Turkusowe plamki – niby to niechcący rozlane na tle brązowego szkliwa – to rozpoznawalny znak artysty. Ceramikę zdobią też charakterystyczne motywy zaczerpnięte z japońskiego malarstwa – szybkie i zdecydowane pociągnięcia pędzlem, trochę jak ciosy bambusowego miecza shinobi w sztuce walki Kendo.

W kącie pomieszczenia z ekspozycją dostrzegam czarno-białą fotografię Mikiego w stroju do walki, w pozycji spoczynku, z mieczem. Obok stoi bambusowy miecz. Zapytany o Kendo (japońską sztukę walki mieczem) ożywia się i zaprasza do prywatnej części domu, gdzie znajduje się pracownia. Częstuje herbatą podaną w kamionkowych kubeczkach i owsianymi ciasteczkami. Siadamy w przestronnym atelier, która było kiedyś salą lekcyjną. Miki odkupił budynek dawnej szkoły i mieszkanie nauczycielki. Teraz mieszka tu i tworzy.

Warsztat ceramiczny

Sączymy herbatę, a gdy w kamionkowych kubkach odsłania się dno, gospodarz podaje wino. Równo z trunkiem sączy się historia Mikiego. Opowiada o swoim życiu tak, jakbyśmy byli starymi znajomymi, którzy spotykają się po wielu latach rozłąki. Szczególnie ciekawi nas jego podróż z Japonii do Szwecji.

Miki marzył o karierze artysty malarza, jednak zachęcony przez wuja lepszą perspektywą pewnego fachu, postanowił kształcić się jako wytwórca ceramiki. Ukończywszy szkołę opuścił rodzinny kraj u schyłku lat 50-tych pod wpływem znajomości ze szwedzkim uczniem ceramiki. Z nostalgią przypomina długą podróż z Japonii do Szwecji, a w szczególności pobyt w Moskwie, gdzie w hotelu Berlin jadł najlepszy kawior.

Rozmawiamy o inspiracjach artysty. I o wędkowaniu, bo obok ptaków, ryby to ulubiony motyw artysty.
– Karp symbolizuje męską siłę, bo płynie pod prąd – wyjaśnia.
Temat wędkowania to okazja, by opowiedzieć Mikiemu o mazurskich porankach, kiedy nad jeziorem unosi się mgła a woda jest gładka jak lustro. I o gatunkach ryb, które łowiłam z dziadkiem. Gdyby żył, byłby w wieku Mikiego.

Mijają kolejne godziny, a nam nie kończą się tematy. Tłem do naszej rozmowy jest muzyka Chopina, bo to ulubiony kompozytor artysty. Włączam też Możdżera. Miki notuje na kartce moich ulubionych pianistów. W końcu schodzimy do piwnicy, gdzie Miki składuje cały swój dorobek artystyczny, a także zapasy szkliwa i gliny. Na stole leżą starannie uporządkowane notatki ze wzorami chemicznymi i recepturami szkliwa oraz waga apteczna. Każde kolejne pomieszczenie to skład ozdobnych naczyń – efekt wieloletniej pracy produktywnego artysty.

Harmonia z nieładu

Podczas spotkania Miki oprowadził nas po swoim warsztacie i wytłumaczył najprościej jak tylko mógł, gdzie tkwi sztuka w pracach wykonanych rękoma z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem.
– Jak definiujesz wartość swoich dzieł? – pytam, kiedy zauważam, że na spodzie każdego naczynia widnieje cena. Widzę, że wszystkie nawet najdrobniejsze elementy wykonane są z wielkim pietyzmem.
– Zerknij na ten talerz – Miki wskazuje wyeksponowaną na biurku jedną z jego prac. – W swojej twórczości kieruję się perfekcją i harmonią. Staram się jednak przełamać symetrię i wydobyć tę harmonię z nieporządku.

Patrzę na błękitny kwiat na glinianym talerzu. Dopiero teraz dostrzegam w jaki sposób Miki stara się uzyskać harmonię. Idealny kształt i wystudiowane proporcje to dopiero początek do uzyskania doskonałości. Pewne i zarazem delikatne posunięcia pędzlem tworzą niepowtarzalną i wyważoną formę. Zauważam, że okalający kwiat kształt nie jest zamknięty, że listek wychodzi poza ramą narzuconą przez łuk, że farba na krawędzi w niektórych miejscach lekko prześwituje. Wszystkie te zabiegi wprowadzają nieład, ale jako całość tworzą piękną harmonię. Jak w naturze.

Rozumiem już więcej. Jeszcze raz przyglądam się naczyniom z kamionki czy glinki kaolinowej i zaczynam dostrzegać harmonię. W każdym przypadku zamysł artystyczny jest odrobinę inny, ale przesłanie zawsze to samo. W przypadku naczyń wyeksponowanych na sprzedaż nie ma tego. Wszystkie elementy są z warsztatową dokładnością powtarzane. Subtelna różnica między rzemiosłem a sztuką.

– A która praca jest twoją ulubioną?
– Ta postać – Miki wskazuje ręką na figurę ceramiczną, stojącą w dobrze oświetlonym miejscu na drugim końcu warsztatu. – Jest zainspirowana figurami haniwa, które były wkładane do kurhanów prominentnych władców w dawnej Japonii.
Patrzę w czarne i głębokie oczy haniwy. Czy to forma przypominająca sylwetkę kobiety, czy może życie, które artysta tchnął w glinę? Nie wiem. Czuję się nieswojo w jej obecności. Chyba jestem nieproszonym gościem w warsztacie, bo odnoszę wrażenie, że chce mieć Miki tylko na wyłączność dla siebie.

Miki dokładnie owija w papier dwie kamionkowe miseczki, po które przyjechaliśmy. Wraz z zakupami wynosimy historię tego skromnego i pracowitego człowieka, które całe swoje życie poświęcił na doskonalenie sztuki ceramiki. Proces ten nie jest zakończony, bo parafrazując duńskiego projektanta mebli, Hansa Wegnera, Miki zapewnia, że doskonałe dzieło w mniemaniu artysty nie istnieje nigdy. Żegnamy się z Japończykiem późnym wieczorem i obiecujemy, że jeszcze się spotkamy.

Dobra wiadomość! Mistrz Miki Ryozo poszukuje ucznia, któremu może przekazać swoją wiedzę i tajemnicę, jak uzyskać turkusowy „beauty spot” (tj. pieprzyk), który jest charakterystyczny dla jego dzieł. Kontakt możecie znaleźć na stronie mistrza: www.ryozomiki.com. Podczas rozmowy wspominał, że kiedy on zaczynał się szkolić w Japonii, było bardzo trudno dostać się na praktykę do znanych artystów. Miejmy nadzieję, że współcześnie wymagania nie są tak obostrzone.

9 Responses

  1. Ta jego ulubiona rzeźba jest trochę przerażająca 😮
    Ale same naczynia są przepiękne, z chęcią kupiłabym jakiś komplet. Miło się czyta. że muzyka naszego kompozytora dociera tak daleko 🙂

    1. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby twórczość Chopina nie była bardziej znana w Japonii. To ciekawe, bo w Polsce jest wręcz wpajane nam od najmłodszych lat, żeby lubować się w polskiej twórczości. Natomiast w Kraju Kwitnącej Wiśni motywacje muszą być inne, cieszy czyste piękno muzyki.

  2. Co za niesamowite spotkanie i nowa znajomość! Talerz naprawdę piękny i w swej prostocie taki … szwedzki! 😉

    PS. Akcesoria do kuchni, to najczęściej przywożone przez nas pamiątki z podróży ;)))

    1. Zastanawiam się, czy we współczesnych realiach, kiedy człowiek ma nieograniczone możliwości, byłbym w stanie poświęcić się jednemu rzemisłu przez całe życie.

  3. Kocham takie spotkania, zawsze cos wnoszą do mojego życia. Niesamowity człowiek, niesamowita sztuka. Chciałabym mieć choć kubeczek. A przy okazji zapytam którzy to są twoi ulubieni pianiści?

    1. Oj tak – ludzie i emocje zapadają głęboko w pamięci. A najbardziej mnie zaskoczył fakt, że on tak bardzo się przed nami otworzył. Pewnie wino i polskie piwko pomogło trochę. Moi ulubieni pianiści to oczywiście jazzowi klasycy Keith Jarret i Chick Corea, Leszek Możdżer. Z klasyków „klasyków” Brigitte Engerer, a z współczesnych – Philip Glass 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *