X
Szwecja

Japońska ceramika na szwedzkiej prowincji

27 maja 2018 9

Miki Ryozo, japoński artysta ceramiki samotnie żyje i tworzy w sercu szwedzkiej Skanii. Surowy krajobraz Szwecji jak w lustrze odbija się w dziełach artysty. Nasze spotkanie to przypadek. Chcieliśmy tylko dokupić kilka skorup do kuchni, a z jego atelier wyszliśmy bogatsi o tę nową, niezwykłą znajomość. Zapraszamy na herbatkę do Mikiego.

Kartka z Podróży - Ryozo Miki Keramik

Na szwedzkiej prowincji

Auto mknie serpentyną drogi numer 13. Mijamy kolejną wioskę na południu Szwecji. Wszystkie osady w prowincji Skania wyglądają podobnie: drewniane domy o bordowej elewacji, białe okiennice, równo przystrzyżone żywopłoty, żółtawe łąki albo zaorane pola. Biały drogowskaz na końcu wioski Stockamöllan budzi naszą ciekawość – Miki Keramik.

Drzwi starego murowanego budynku otwiera niewysoki, posiwiały Azjata, który wita nas po Szwedzku i zaprasza do domu. Galeria ceramiki autorstwa Ryozo Miki przypomina jadalnię z nakrytym stołem. Dookoła pod ścianami wyeksponowano ceramikę dekoracyjną oraz regały uginające się od kubków i naczyń użytkowych.

Chyba domyślam się skąd Miki czerpie inspirację. Paleta barw dominujących w jego dziełach kojarzy mi się ze szwedzkim krajobrazem o tej porze roku. Bardzo wczesną wiosną niebo jest stalowo błękitne, nieco ponure, a beże i brązy to kolory uśpionej ziemi. Turkusowe plamki – niby to niechcący rozlane na tle brązowego szkliwa – to rozpoznawalny znak artysty. Ceramikę zdobią też charakterystyczne motywy zaczerpnięte z japońskiego malarstwa – szybkie i zdecydowane pociągnięcia pędzlem, trochę jak ciosy bambusowego miecza shinobi w sztuce walki Kendo.

W kącie pomieszczenia z ekspozycją dostrzegam czarno-białą fotografię Mikiego w stroju do walki, w pozycji spoczynku, z mieczem. Obok stoi bambusowy miecz. Zapytany o Kendo (japońską sztukę walki mieczem) ożywia się i zaprasza do prywatnej części domu, gdzie znajduje się pracownia. Częstuje herbatą podaną w kamionkowych kubeczkach i owsianymi ciasteczkami. Siadamy w przestronnym atelier, która było kiedyś salą lekcyjną. Miki odkupił budynek dawnej szkoły i mieszkanie nauczycielki. Teraz mieszka tu i tworzy.

Warsztat ceramiczny

Sączymy herbatę, a gdy w kamionkowych kubkach odsłania się dno, gospodarz podaje wino. Równo z trunkiem sączy się historia Mikiego. Opowiada o swoim życiu tak, jakbyśmy byli starymi znajomymi, którzy spotykają się po wielu latach rozłąki. Szczególnie ciekawi nas jego podróż z Japonii do Szwecji.

Miki marzył o karierze artysty malarza, jednak zachęcony przez wuja lepszą perspektywą pewnego fachu, postanowił kształcić się jako wytwórca ceramiki. Ukończywszy szkołę opuścił rodzinny kraj u schyłku lat 50-tych pod wpływem znajomości ze szwedzkim uczniem ceramiki. Z nostalgią przypomina długą podróż z Japonii do Szwecji, a w szczególności pobyt w Moskwie, gdzie w hotelu Berlin jadł najlepszy kawior.

Rozmawiamy o inspiracjach artysty. I o wędkowaniu, bo obok ptaków, ryby to ulubiony motyw artysty.
– Karp symbolizuje męską siłę, bo płynie pod prąd – wyjaśnia.
Temat wędkowania to okazja, by opowiedzieć Mikiemu o mazurskich porankach, kiedy nad jeziorem unosi się mgła a woda jest gładka jak lustro. I o gatunkach ryb, które łowiłam z dziadkiem. Gdyby żył, byłby w wieku Mikiego.

Mijają kolejne godziny, a nam nie kończą się tematy. Tłem do naszej rozmowy jest muzyka Chopina, bo to ulubiony kompozytor artysty. Włączam też Możdżera. Miki notuje na kartce moich ulubionych pianistów. W końcu schodzimy do piwnicy, gdzie Miki składuje cały swój dorobek artystyczny, a także zapasy szkliwa i gliny. Na stole leżą starannie uporządkowane notatki ze wzorami chemicznymi i recepturami szkliwa oraz waga apteczna. Każde kolejne pomieszczenie to skład ozdobnych naczyń – efekt wieloletniej pracy produktywnego artysty.

Harmonia z nieładu

Podczas spotkania Miki oprowadził nas po swoim warsztacie i wytłumaczył najprościej jak tylko mógł, gdzie tkwi sztuka w pracach wykonanych rękoma z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem.
– Jak definiujesz wartość swoich dzieł? – pytam, kiedy zauważam, że na spodzie każdego naczynia widnieje cena. Widzę, że wszystkie nawet najdrobniejsze elementy wykonane są z wielkim pietyzmem.
– Zerknij na ten talerz – Miki wskazuje wyeksponowaną na biurku jedną z jego prac. – W swojej twórczości kieruję się perfekcją i harmonią. Staram się jednak przełamać symetrię i wydobyć tę harmonię z nieporządku.

Patrzę na błękitny kwiat na glinianym talerzu. Dopiero teraz dostrzegam w jaki sposób Miki stara się uzyskać harmonię. Idealny kształt i wystudiowane proporcje to dopiero początek do uzyskania doskonałości. Pewne i zarazem delikatne posunięcia pędzlem tworzą niepowtarzalną i wyważoną formę. Zauważam, że okalający kwiat kształt nie jest zamknięty, że listek wychodzi poza ramą narzuconą przez łuk, że farba na krawędzi w niektórych miejscach lekko prześwituje. Wszystkie te zabiegi wprowadzają nieład, ale jako całość tworzą piękną harmonię. Jak w naturze.

Rozumiem już więcej. Jeszcze raz przyglądam się naczyniom z kamionki czy glinki kaolinowej i zaczynam dostrzegać harmonię. W każdym przypadku zamysł artystyczny jest odrobinę inny, ale przesłanie zawsze to samo. W przypadku naczyń wyeksponowanych na sprzedaż nie ma tego. Wszystkie elementy są z warsztatową dokładnością powtarzane. Subtelna różnica między rzemiosłem a sztuką.

– A która praca jest twoją ulubioną?
– Ta postać – Miki wskazuje ręką na figurę ceramiczną, stojącą w dobrze oświetlonym miejscu na drugim końcu warsztatu. – Jest zainspirowana figurami haniwa, które były wkładane do kurhanów prominentnych władców w dawnej Japonii.
Patrzę w czarne i głębokie oczy haniwy. Czy to forma przypominająca sylwetkę kobiety, czy może życie, które artysta tchnął w glinę? Nie wiem. Czuję się nieswojo w jej obecności. Chyba jestem nieproszonym gościem w warsztacie, bo odnoszę wrażenie, że chce mieć Miki tylko na wyłączność dla siebie.

Miki dokładnie owija w papier dwie kamionkowe miseczki, po które przyjechaliśmy. Wraz z zakupami wynosimy historię tego skromnego i pracowitego człowieka, które całe swoje życie poświęcił na doskonalenie sztuki ceramiki. Proces ten nie jest zakończony, bo parafrazując duńskiego projektanta mebli, Hansa Wegnera, Miki zapewnia, że doskonałe dzieło w mniemaniu artysty nie istnieje nigdy. Żegnamy się z Japończykiem późnym wieczorem i obiecujemy, że jeszcze się spotkamy.

Dobra wiadomość! Mistrz Miki Ryozo poszukuje ucznia, któremu może przekazać swoją wiedzę i tajemnicę, jak uzyskać turkusowy „beauty spot” (tj. pieprzyk), który jest charakterystyczny dla jego dzieł. Kontakt możecie znaleźć na stronie mistrza: www.ryozomiki.com. Podczas rozmowy wspominał, że kiedy on zaczynał się szkolić w Japonii, było bardzo trudno dostać się na praktykę do znanych artystów. Miejmy nadzieję, że współcześnie wymagania nie są tak obostrzone.

Przeczytaj też...

1

Jest 9 komentarzy

  • co prawda mam średnio artystyczną duszę, ale… prace Mikiego mi się spodobały! i ciężko mi wybrać, która jest najciekawsza!

  • Anna pisze:

    Ta jego ulubiona rzeźba jest trochę przerażająca 😮
    Ale same naczynia są przepiękne, z chęcią kupiłabym jakiś komplet. Miło się czyta. że muzyka naszego kompozytora dociera tak daleko 🙂

    • Wcale bym się nie zdziwił, gdyby twórczość Chopina nie była bardziej znana w Japonii. To ciekawe, bo w Polsce jest wręcz wpajane nam od najmłodszych lat, żeby lubować się w polskiej twórczości. Natomiast w Kraju Kwitnącej Wiśni motywacje muszą być inne, cieszy czyste piękno muzyki.

  • Domi pisze:

    Co za niesamowite spotkanie i nowa znajomość! Talerz naprawdę piękny i w swej prostocie taki … szwedzki! 😉

    PS. Akcesoria do kuchni, to najczęściej przywożone przez nas pamiątki z podróży ;)))

  • To jest prawdziwy przykład życia z pasją :-))

    • Ł | KzP pisze:

      Zastanawiam się, czy we współczesnych realiach, kiedy człowiek ma nieograniczone możliwości, byłbym w stanie poświęcić się jednemu rzemisłu przez całe życie.

  • Marcin pisze:

    Wspaniała sprawa. Jako człowiek, który przez długi czas uczył się ceremonii herbacianej, doceniam takich ludzi oraz takie historie!

  • Dee pisze:

    Kocham takie spotkania, zawsze cos wnoszą do mojego życia. Niesamowity człowiek, niesamowita sztuka. Chciałabym mieć choć kubeczek. A przy okazji zapytam którzy to są twoi ulubieni pianiści?

    • Patrycja Skłodowska pisze:

      Oj tak – ludzie i emocje zapadają głęboko w pamięci. A najbardziej mnie zaskoczył fakt, że on tak bardzo się przed nami otworzył. Pewnie wino i polskie piwko pomogło trochę. Moi ulubieni pianiści to oczywiście jazzowi klasycy Keith Jarret i Chick Corea, Leszek Możdżer. Z klasyków „klasyków” Brigitte Engerer, a z współczesnych – Philip Glass 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *