X
Argentyna, Chile, relacje

Aconcagua: film o mułach w Horcones

20 sierpnia 2017 6

Żywcem z książki

Rozumiem położenie andyjskich górali, gauchos lub azieros . Dopóki będzie popyt dyktowany przez tego typu usługi, dopóty biznes, choćby miał być prowadzony na gra-nicy moralności i etyki, będzie się kręcił. Sam przecież korzystam z usług transportowych. Nie wyobrażam sobie, że miałbym na własnych ramionach przetransportować trzydzieści parę kilogramów na górę do bazy, czyli obozu głównego, nazywanego tu Plaza de Mulas (4370 m). Biorąc pod uwagę brak aklimatyzacji oraz fakt, że wyprawa dopiero się rozpoczyna, nie mogę sobie pozwolić na przemęczenie organizmu. Od mojej kondycji zależy w dużej mierze powodzenie przedsięwzięcia. Nie wiem, w jaki sposób można byłoby ulżyć wyeksploatowanym zwierzętom i zarazem zapewnić godziwe wynagrodzenie poganiaczom mułów. Tylko sygnalizuję zagadnienie i pozostawiam to jako problem do rozwiązania.

Więcej o książce

W książce zabiorę Cię do serca Andów, gdzie sprawdzimy smak patagońskiej wołowiny, którą popijemy winem z Mendozy, gdzie przy wspólnym yerba mate poznamy wyjątkowych ludzi, w których żyłach płynie indiańska krew oraz gdzie słodkim dulce de leche zrekompensujemy trudy surowego obozowego życia. „Aconcagua. W cieniu Śnieżnego Strażnika” to relacja z solowej wyprawy na najwyższy szczyt południowej hemisfery; opowieść o wyzwaniu, ale bez nadęcia, z lekką narracją i z przymrużeniem oka.

Więcej o autorze

Kim jestem? Entuzjastą gór, miłośnikiem górskich przygód, może podróżnikiem? Jestem sobą. Na co dzień z pasją i nieprzerwanie od sześciu lat prowadzę tego bloga podróżniczego Kartka z Podróży. W grudniu 2015 roku samotnie wszedłem na Aconcaguę – najwyższy szczyt półkuli południowej (6961 m n.p.m.), co dokładnie opisałem w swojej pierwszej książce „Aconcagua. W cieniu Śnieżnego Strażnika”. Myślę, że możesz mnie poznać, kiedy pójdziemy razem w góry. Dlaczego nie na Aconcaguę? (-:

Przeczytaj też...

1

Jest 6 komentarzy

  • Karolina napisał(a):

    Kwestia wykorzystywania zwierząt w turystyce (nie tylko górskiej) jest bardzo złożona i skomplikowana. Jak napisałeś, dopóki będzie popyt na tego typu usługę, dopóty miejscowi będą w ten sposób wykorzystywać swoje zwierzęta. Pytanie tylko jakim kosztem?

  • Dorota napisał(a):

    Muły od zawsze były wykorzystywane do ciężkich prac i noszenia ładunków. W wiele miejsc po prostu nie wjedzie maszyna. Niestety często wiąże się to z przeciążaniem zwierząt. Nie ma tu chyba jednej łatwej odpowiedzi

  • magda napisał(a):

    Jestem w trakcie czytania Twojej książki, a Plaza de Mulas to bym chętnie sobie strekkingowała 🙂

  • Zastrzyk inspiracji napisał(a):

    Tak to już chyba jest, że dopóki jest zapotrzebowanie wszystko się kręci. Prawda jest taka, że dzięki mułom jest po prostu dużo łatwiej.

  • Madzia WT napisał(a):

    No właśnie. Z jednej strony ludzie psioczą na wykorzystywanie zwierząt, z drugiej, jeśli mają wybór – skorzystać z transportu lub wnieść nabój sprzętu na własnych barkach, to niemal każdy (a może i każdy) decyduje się na transport. Nie boisz się podejmować trudnych tematów, dlatego nabrałam ochoty na lekturę Twojej książki. Pozdrawiam! 🙂

    • Ł | KzP napisał(a):

      Temat dość aktualny, dlatego myślę, że nie należy go pomijać. Ostatnio czytałem o gorączce złota w Klondike, tam dopiero wykorzystywało się zwierzęta ponad siły. Myślę, że z czasem odejdziemy od tego. Na Denali np. nie ma ani zwierząt do transportu, ani tragarzy. Wszystko trzeba wnieść samemu i to jest unikatowe doświadczenie. (-:,

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *