X
Norwegia, relacje

Trollolololo

2 kwietnia 2013 9

Miasto Nidaros znajdujące się u ujścia rzeki Nidelva, o którym między innymi rozpisywał się Pilipiuk, zwane jest dzisiaj Trondheim. Pomimo, iż jest bardzo stare nie znajdziemy tutaj wąskich uliczek i zwartej zabudowy, która jakże jest typowa w miastach i miasteczkach skandynawskich. Szerokie i regularnie ułożone ulice są zaprojektowane, żeby zatrzymać rozprzestrzenianie się ognia w przypadku pożaru. Taka decyzja została podjęta nie zważając na prawa własności po pożarze Hornmana, który pochłonął 90% miasta w 1681 roku.Wędrując wzdłuż rzeki Nidelva docieramy do mostu Gamle Bybro, który pokazuje, że drewniana architektura miasta przetrwa jeszcze kolejne kilkaset lat.

W tym miejscu czuje się dawnego ducha tego miejsca… miejsca, które jak feniks potrafiło niejednokrotnie odrodzić się po niejednej niszczycielskiej pożodze. Stojąc na środku mostu po lewej i prawej ręce widzimy stare drewniane magazyny, które od dawna już nie pełnią swojej pierwotnej funkcji. Dzisiaj tutaj możemy napić się piwa i zjeść dobrą rybę. Po drugiej stronie mostu mieści się drawnianie miasteczko Bakklandet, gdzie znajdziemy stylowe małe kawiarenki urządzone w nietuzinkowym stylu.

Stare drewniane magazyny od strony Trondheim.

Stare drewniane magazyny od strony Trondheim.

Stare drewniane magazyny od strony Bakklandet.

Stare drewniane magazyny od strony Bakklandet.

Wielokrotnie smagana przez pożary katedra Nidarosdomen przetrwała do dziś.

Wielokrotnie smagana przez pożary katedra Nidarosdomen przetrwała do dziś.

W samym centrum miasta na każdym kroku znajdziemy małe piwiarnie i kluby. Pewnego któregoś już z rzędu wieczoru niezdecydowani kręciliśmy się po mieście w poszukiwaniu miejsca tworzącego nastrój a zarazem z niewygórowanymi cenami. Wcześniej byliśmy już w wielu ciekawych knajpkach, ale teraz licząc na odrobinę szczęścia szukaliśmy czegoś nowego, coś co mogłoby wprowadzić lekką odmianę. Znajomy z Grecji znawca dobrej kuchni i wygody – Georgios powiedziałby zapewne, że nie ma sensu szukać, jeżeli mamy już sprawdzone miejsca. W tym przypadku zdałem się na sugestie znajomych z Malezji, których filozofia była lekko odmienna.

Znajomy Vin Cent po kilku minutach błądzenia wzdłuż drewnianej zabudowy w okolicy rzeki Nidelva zauważył nieśmiało wyglądające zejście schodkami w dół. Nie zostało wiele więcej do zrobienia, jak tylko wejść i zakupić kufel chłodnego bronka. Coś jednak nie wyglądało do końca zwyczajnie, na drzwiach wejściowych w małym przedsionku wisiał malunek trupiej czaszki a na bocznej ścianie jakaś wizja ognia piekielnego.

Po przekroczeniu progu przed naszymi oczami ukazała się długa piwnica cała wymalowana na czerwono. W jednym końcu stała scena pokryta mgłą z instrumentami muzycznymi, z drugiej zaś strony bar. Barmanka z czarnym makijażem i kolczykami we wszystkich możliwych miejscach idealnie się komponowała z muzyką metalową w tle oraz plakatami z odwróconymi pentagramami. Jeżeli serwują tutaj piwo to ja zostaję – pomyślałem sobie.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy zostałem poproszony o dowód osobisty. W jednej chwili poczułem się, jak w czasach liceum w osiedlowym sklepie próbowałem kupić piwo. Z drugiej strony pomyślałem, że jeszcze nie tak źle ze mną. Piwo smakowało wyśmienicie z racji tego, iż kufel wypełniony złotym napojem w Norwegii jest około dziesięciu razy droższy niż w Polsce. Przy drugiej kolejce zostaliśmy grzecznie poinformowani, że jest planowany na wieczór koncert i jeżeli chcemy zostać, to musimy uiścić dodatkową opłatę. Rzekomo jakiś koncert folkowy z mocniejszymi riffami gitarowymi, dlaczego nie – pomyślałem sobie. Dostałem pieczątkę na nadgarstku i następne piwo.

Tuż przed północą do piwnicy zaczęli się schodzić ludzie ubrani na czarno. Kobiety z czarnym makijażem, kolczykami i tatuażami w najdziwniejszych miejscach i mężczyźni z długimi włosami i w czarnych skórzanych kurtkach. Myślałem, że takowa subkultura już dawno została wyparta przez hipsterów, gimbusów, bo pamiętam takich osobników tylko z czasów liceum. Znajomy z Malezji Phen Chiak był lekko zaniepokojony rozmiarem głośników przy scenie i stosunkowo niewielką odległością od nas siedzących przy barze. Przed koncertem barmanka rzuciła na ladę zatyczki do uszu. Miało się tutaj coś wydarzyć.

Okazało się po czasie, że w Trondheim był właśnie festiwal muzyki metalowej. Pierwszy zespół wkroczył między trzecim i czwartym piwem. Wszyscy byli ubrani na czarno i mieli brody sięgające do brzucha. Na głowie włosów był brak. Co dziwne nie mieli ze sobą też instrumentów ludowych, z którymi muzyka etniczna mi się zawsze kojarzyła. I tak właśnie, grali muzykę death metalową. Miejscami przypominała mi techniczny death metal w wykonaniu Behetmotha. W sumie nie było tak źle i solówki gitarowe mogły się naprawdę podobać. Co innego mogę powiedzieć o drugim zespole.

Była to grupa ludzi wymalowanych na zielono z poszarpanymi ubraniami. Lider zespołu miał na przedramieniu skórzane paski wzmacniane kośćmi z jakiegoś kurczaka. Pod owłosionym brzuchem wisiało coś na kształt skórzanej spódnicy, do której były przytroczone czaszki psa lub innego zwierzęcia. Bezkształtny krzyk dobywający się z głośników nie był już nie tylko bodźcem dla słuchu, ale i całego ciała. Podmuch wibrującego powietrza rozjątrzył skórę i wszystko co we mnie – taki stymulator perystaltyki jelit. Phen Chiak nie przez przypadek głośniki przyrównał do silnika odrzutowego.

W Bakklandet znajduje się jedyna na świecie winda rowerowa.

W Bakklandet znajduje się jedyna na świecie winda rowerowa.

Stara drewniana zabudowa charakterystyczna dla Trondheim.

Stara drewniana zabudowa charakterystyczna dla Trondheim.

Klimatyczna kawiarenka w Bakklandet.

Klimatyczna kawiarenka w Bakklandet.

I jeszcze więcej drewnianych domów...

I jeszcze więcej drewnianych domów…

Na każdym kroku spotykam się z nawiązaniami w nazewnictwie do wywodzącego się z mitologii nordyckich trolla. Nie trudno będąc gdzieś na łonie natury natrafić na drogę (Trollstigen – Droga Trolli), skamieniałego (Trollholmsund), ścianę (Trollveggen – Troll Wall), czy też język (Trolltunga) trolla. Tak i ja niewiele się prosząc w poszukiwaniu ciekawych miejsc do wspinaczki lodowej zawędrowałem do Trolla. Zwisające lodospady wzdłuż fiordu najprawdopodobniej były zmarzniętymi smarkami z zamienionego w kamień trolla zamieszkującego te okolice.

Jeżeli ktoś nie chce się wpinać po czyichś wydzielinach z nosa, może z łatwością znaleźć ciekawe formy lodowe idealne do wspinania w kilku miejscach (Brænnefossen, Tilleråsen) w okolicach Trondheim. Najciekawsze znajdują się jednak ponad godzinę jazdy samochodem w kierunku południowym od miasta (Buvika, Støren 1, Enganfossen). Wydawać by się mogło, że w kraju gdzie zima gości przez większość roku nie trudno znaleźć kompana do wspinaczki w lodzie. Z takim założeniem też spakowałem wszystkie bambetle i poszedłem na samolot. O mały włos nici by z tego były. Na szczęście spotkałem Moshada z Iranu – zagorzałego fana Kukuczki i polskiego himalaizmu.

Lodospad w okolicach Trolla.

Lodospad w okolicach Trolla.

Wspinaczka z widokiem na fjord (Trondheimsfjorden).

Wspinaczka z widokiem na fjord (Trondheimsfjorden).

Wiele lodospadów znajduje się tuż przy drodze.

Wiele lodospadów znajduje się tuż przy drodze.

Przeczytaj też...

0

Jest 9 komentarzy

  • balkanyrudej napisał(a):

    Te kolorowe magazyny są wyjątkowo malownicze i fotogeniczne.
    A lodospad całkiem zacny! 🙂

  • Ana napisał(a):

    Ten wodospad to prawdziwe cudo 🙂 Jak z bajki.

  • Sądecki Włóczykij napisał(a):

    Ale że winda dla rowerów to już rowerzysta nie wchodzi? 😉

    • Wydaje mi się, że to jest właśnie charakterystyczne dla krajów/społeczeństw rozwiniętych. Dojazd do pracy nie jest sportem, ale bieganie po lesie w najdroższym odzieniu outdoorowym, to już inny wymiar aktywności fizycznej. (-:,

  • Kinga napisał(a):

    Niedawno wróciłam z tamtych okolic, ale byłam w Norwegii głównie w celach zarobkowych także nie mam takich ładnych zdjęć z Trondheim jak Wy 😉 Koncert metalowy w Norwegii? Brzmi co najmniej intrygująco… Chociaż to nie do końca mój ulubiony gatunek muzyczny (sądząc po relacji nie tylko ja mam takie podejście ;)).

  • Połącz Kropki napisał(a):

    Zdecydowanie muszę wrócić do Norwegii. Cały czas znajduję ciekawe miejsca w których jeszcze nie byłam.
    Wodospad wymiata:) Wspinaczki po lodzie jeszcze nie próbowałam.
    I zazdroszczę festiwalu muzyki metalowej. Ze względu na klimat.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *